Marek Rozkrut:
"Wzrost produkcji możliwy dzięki ożywieniu światowej gospodarki" Nastroje przedsiębiorców się poprawiają,
eksport się odbudowuje, a sytuacja na rynku pracy stabilizuje się na poziomie nieco lepszym, niż oczekiwano.
Dobre perspektywy potwierdza też przygotowana przez PSE Operator prognoza zużycia prądu. Jest to jeden z najlepszych "barometrów koniunktury" - ma bezpośredni związek z
PKB i produkcją przemysłową. Odbiorcami trzech czwartych energii elektrycznej są w Polsce firmy. Gdy zwiększają produkcję, zużywają więcej prądu.
Przez ostatnie kilka lat konsumpcja energii rosła w tempie 2-3 proc. rocznie. Ale w tym roku prąd nam "siadł". Z powodu kryzysu mniej energii potrzebują głównie wielkie firmy - huty, zakłady chemiczne i fabryki samochodów. W efekcie ten rok zamkniemy zużyciem niższym o 4,4 proc.
Za to w przyszłym zapotrzebowanie na energię elektryczną znów wzrośnie. Państwowa spółka zawiadująca sieciami energetycznymi szacuje, że o 1 proc. To duża zmiana na plus.
Aż do teraz oczekiwano, że nasza gospodarka będzie rozwijać się w tempie 2 proc. w 2010 r. Ale dziś ekonomiści prognozujący wyższy wzrost przestali być w awangardzie.
- Sądzimy, że
produkcja przemysłowa będzie notować wzrosty w granicach 4-8 proc. do końca I kwartału 2010 r. Dalsza poprawa sytuacji gospodarczej u naszych głównych partnerów handlowych, stabilny wzrost konsumpcji prywatnej i odbudowa zapasów w polskiej gospodarce będą wspierać wzrost PKB w 2010 r. Według naszych prognoz wyniesie on 2,8 proc. - mówi Janusz Dancewicz, ekonomista DZ Banku.
Radosław Bodys, ekonomista
Bank of America Merrill Lynch, jest jeszcze większym optymistą - mówi o 3,5-proc. poprawie PKB.
Ale o dalszy wzrost będzie już bardzo trudno. Zdaniem prof. Jana Winieckiego ustabilizuje się na poziomie 3-proc., począwszy już od tego kwartału.
- Warunki zewnętrzne raczej się nie poprawią. Europa będzie rosnąć w tempie 1-1,5 proc. Nie ma co liczyć na jakieś gwałtowne przyspieszenie. Czynniki zewnętrzne wystarczą nam na te 3 proc. wzrostu, ale na dużo więcej - już nie - powiedział agencji Reuters.
Zaś borykające się wciąż z recesją
Węgry mają szanse na znaczną poprawę w 2011 r. - Dzięki heroicznej reformie finansów publicznych PKB wzrośnie tam o ok. 1 proc. w 2010 r. W kolejnym - Węgry będą mogły sobie pozwolić nawet na obniżkę podatków. Można więc szacować, że wzrost PKB w 2011 r. osiągnie u naszych bratanków poziom 4,5 proc. - powiedział Radosław Bodys, ekonomista Bank of America Merrill Lynch.