Minister pracy, w której rękach jest los 5 mln emerytów i która odpowiada za politykę społeczną kraju, wyznała wczoraj ze smutkiem w "Gazecie": - Żadne z towarzystw nie zainteresowało mnie swoją ofertą...
Choć zapewnia, że wyczekuje przedstawiciela towarzystwa z utęsknieniem. - Chciałabym, aby przyszedł do mnie akwizytor i wszystko mi wyliczył: dokładnie, co do złotówki. Niech mnie przekona - wręcz prosi szefowa resortu pracy.
Postanowiliśmy pomóc pani minister. Zadzwoniliśmy do kilku towarzystw emerytalnych z pytaniem, kto byłby w stanie przygotować ofertę dla Jolanty Fedak. I rzecz jasna pójść do siedziby resortu przy ul. Nowogrodzkiej, aby ją przedstawić. Chyba że pani minister wolałaby akwizytora w domu.
Chętni są. Pani minister urodzona w 1960 roku to wymarzony klient. Zarabia ok. 15 tys. zł miesięcznie.
- Nasz przedstawiciel bardzo chętnie spotka się z panią minister i dopasuje ofertę do jej oczekiwań - mówi Beata Zduńczyk-Skup, rzecznik towarzystwa ING.
- Bylibyśmy zaszczyceni, mogąc przedstawić naszą ofertę indywidualnego konta emerytalnego dla pani minister Fedak - mówi z kolei Paweł Wróbel, rzecznik Generali.
Dlaczego dotąd tego nie zrobili? - Tak po prostu pukać do ministerstwa? Nie mieliśmy śmiałości. - odpowiedział nam przedstawiciel jednego z funduszy.
Pani minister nie jest wyjątkiem. Na dodatkową emeryturę (poza ZUS i
OFE) niewielu Polaków oszczędza. Jolanta Fedak jest jednak w lepszej sytuacji od większości rodaków. Nawet gdyby nie miała wysokiego świadczenia, na starość będzie mogła żyć z wynajmu bądź sprzedaży
nieruchomości.
Zgodnie z oświadczeniem majątkowym ma razem z mężem dom o powierzchni 86 m kw., działkę 3,3 tys. m kw., działkę rolną 1,14 ha i dwa
mieszkania - 125 i 73 m kw. Gotówka? 34 tys. zł na koncie ROR.
- Pani minister oszczędza w podobny sposób jak większość Polaków - uważa
doradca inwestycyjny Alfred Adamiec. - Na pewno jej strategia nie jest optymalna. Ponieważ społeczeństwo się starzeje, ludzi młodych, gotowych kupować nieruchomości będzie coraz mniej. Kto jak kto, ale minister pracy i polityki społecznej powinna o tym pamiętać.
Według Adamca portfel inwestycyjny Fedak jest mało płynny, a pani minister powinna rozważyć ulokowanie części środków na rynku finansowym. Na przykład w akcjach.
Przedstawicielka ING proponuje pani minister cały pakiet możliwości. Wystarczy odkładać 120 zł miesięcznie lub 300 zł kwartalnie. Wróbel, rzecznik Generali, proponuje z kolei polisę ubezpieczeniową połączoną z funduszem kapitałowym. Składka: przynajmniej 80 zł miesięcznie.
Ile pani minister może z tych oszczędności dostać na starość? Tu przedstawiciele towarzystw emerytalnych rozkładają ze smutkiem ręce, żałując, że zgłasza się tak późno. Zakładając jednak, że Fedak odkładałaby 100 zł miesięcznie i przeszłaby na emeryturę w regulaminowym wieku 60 lat, mogłaby liczyć w ramach III filaru na... 19 zł miesięcznie.
Późniejsze przejście na emeryturę zgodnie z tym, co powtarza specjalista rządu do spraw polityki społecznej Michał Boni, jednak popłaca. Cztery lata pracy dłużej (do 64. roku życia) oznaczają, że pani minister dostałaby z IKE już 37 zł miesięcznie.
Przedstawiciele towarzystw liczą jednak, że Fedak, chcąc nadrobić stracone lata, przyjęłaby bardziej agresywną strategię oszczędzania i odkładałaby przynajmniej tysiąc złotych miesięcznie. Wtedy, odchodząc na emeryturę w wieku 64 lat, dostawałaby już ok. 370 zł miesięcznie.
- To co, możemy umawiać wizytę? - zapytaliśmy rzecznik resortu pracy Bożenę Diaby.
"Jeżeli minister pracy i polityki społecznej pani Jolanta Fedak podejmie decyzję o ubezpieczeniu się w III filarze, zrobi to jako osoba prywatna, w prywatnym czasie i w prywatnym miejscu" - napisała nam Diaby.
I dodała, że zawieranie ubezpieczenia za pośrednictwem mediów i w godzinach pracy jest nadużyciem stanowiska państwowego.
Ech, a my chcieliśmy tylko pomóc...
Słaby trzeci filar Twórcy reformy emerytalnej z 1999 r. zakładali, że tylko w ciągu pierwszego roku Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) otworzy 7 mln Polaków. Tylko w pierwszym roku mieli wpłacić 4 mld zł. Tymczasem z raportu KNF wynika, że w IKE oszczędza tylko ok. 800 tys.! Odłożyliśmy tam 1,8 mld zł.
Z inicjatywy Ministerstwa Pracy Sejm w 2008 r. podwoił limit wpłat na IKE zwolniony z
podatku Belki - do 9 tys. zł rocznie. Pozwolił też na wypłacanie części oszczędności przed przejściem na emeryturę. A Polacy nie wykorzystują nawet wcześniejszych limitów. - Dobrze gdyby pani minister dała przykład Polakom, że warto dodatkowo oszczędzać na starość - mówi Paweł Wróbel, rzecznik Generali.