Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wiadomości gospodarcze

Boni: Inwigilacji internetu na razie nie będzie

Tomasz Grynkiewicz
2009-12-17, ostatnia aktualizacja 2009-12-17 20:54

Na razie bez blokowania stron z faszyzmem i nowych uprawnień policji - rząd wycofał się z części zapisów w ustawie hazardowej

Michał Boni
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Michał Boni
Chodzi o tzw. internetową część ustawy hazardowej. Sygnowany przez resort finansów projekt zakłada wprowadzenie rejestru stron i usług niedozwolonych, swoistą czarną listę witryn internetowych, do których dostęp - na żądanie policji czy ABW - mieliby blokować operatorzy. Na zablokowanie będą mieli 6 godzin. Wśród stron, które mogą się na takiej liście znaleźć, pierwotnie miały się znaleźć witryny z pedofilią, strony używane do wyłudzania haseł do kont bankowych, witryny hazardowe czy propagujące faszyzm. Tych ostatnich - przynajmniej na razie - w rejestrze nie będzie. - Wycofaliśmy ten punkt, bo budził zbyt wiele kontrowersji, jak oceniać witryny - mówił wczoraj minister Michał Boni. Zapowiedział, że ta kwestia zostanie poddana dalszym analizom.

To niejedyna zmiana w stosunku do opublik owanej w zeszłym tygodniu wersji.

Jak mówi Boni, w pro jekcie, który za dwa, trzy tygodnie trafi na obrady rządu, zrezygnowano też z rozszerzenia uprawnień policji. Te zapisy wzbudziły wiele kontrowersji, bo do projektu wskoczyły nagle (dopiero w grudniowej wersji). A umożliwiały policji gro madzenie jeszcze większej ilości danych na temat aktywności internautów, bez zgody sądu. Helsińska Fundacja Praw Człowieka - ale nie tylko - alarmowała, że uprawnienia służb szły na tyle daleko, że mogły łamać konstytucję.

Zdecydowano się też na wariant, w którym to sąd decyduje, czy dana strona spełnia warunki, by znaleźć się na czarnej liście. W pierwotnej wersji mogła o tym decydować sama policja lub ABW.

Powszechnie krytykowano też pośpiech rządu. "Prace są prowadzone w niewytłumaczalnym pośpiechu, co może rodzić poważne obawy, że zapisy tam proponowane nie miałyby szans obronić się w normalnie prowadzonej publicznej debacie" - pisze IAB Polska, związek skupiający pracodawców z branży internetowej.

Boni zapewniał, że choć konsultacji społecznych nie było, to członkowie rządu wsłuchiwali się w komentarze pojawiające się m.in. w mediach. - Dzięki tym uwagom zmieniliśmy sporo zapisów, z części zrezygnowaliśmy - mówił. Dodawał, że czas na dyskusje - zwłaszcza z operatorami, których rząd wcześniej nie pytał o zdanie, choćby związane z kosztami blokad, będzie jeszcze w trakcie oczekiwania na notyfikację projektu ze strony Komisji Europejskiej.

- Oczywiście, ta blokada nie będzie w 100 proc. skuteczna, wyścigu z technologiami się nie wygra. Ale doświadczenia innych krajów pokazują, że samo blokowanie dostępu do takich stron spełnia zadania profilaktyczne - przekonywał minister. Jak twierdzi, polski projekt wzoruje się m.in. na rozwiązaniach z Niemiec, Australii, Danii czy Wielkiej Brytanii.

Projekt trafi na rząd w styczniu, po obróbce w komisji prawniczej. Potem do notyfikacji. Poważne wątpliwości, czy projekt przejdzie w Brukseli, miał Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. Boni przekonywał wczoraj, że uzgodniono taką wersję zapisów, co do której UKIE wyraził pozytywną opinię.

Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -

pobierz aplikację!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

2.3

10 głosów