Ekonomiści mówią, że gospodarka jest ciągnięta przez centra gospodarcze, a próby zrównania wszystkich terenów z tymi centrami nie prowadzi do niczego, generuje jedynie olbrzymie koszty. Wydaje się, że jest to racjonalne i praktyczne podejście. Gdyby państwo miało np. fundować dopłaty dla przedsiębiorców budujących miejsca
pracy, to dostęp do tych dopłat powinien mieć każdy, a nie tylko ludzie z wybranych terenów.
Aby zniwelować różnice między ośrodkami słabiej i lepiej rozwiniętymi, powinniśmy raczej inwestować w infrastrukturę komunikacyjną i telekomunikacyjną. To co prawda nie utworzy nowych miejsc pracy, a nawet może doprowadzić do odpływu ludności, ale to nie państwo powinno tworzyć miejsca pracy, ale kapitał prywatny. Państwo zaś może w tym budowaniu pomóc, np. inwestując właśnie w infrastrukturę.
Podobna sytuacja do polskiego podziału na Polskę A i B jest we Włoszech. Tam również państwo inwestuje ogromne pieniądze w rozwój słabszego południa, ale nie przynosi to żadnych efektów, a według krytyków przyczynia się jedynie do umocnienia tamtejszych mafii.
Z drugiej strony, pamiętajmy, że w Unii również istnieją dwa nurty myślenia: spójnościowy i konkursowy. Zwolennicy pierwszego z nich dążą do zniwelowania różnic, ci drudzy zaś chcą inwestować tylko tam, gdzie przyniesie to największy efekt. Gdyby Unia stosowała jedynie ten drugi, to dla Polski byłoby to bardzo niekorzystne.
Stefan Kawalec - współtwórca tzw. planu Balcerowicza, były wiceminister finansów