Główna stopa procentowa w Japonii pozostaje na tak niskim poziomie od roku. Japońska gospodarka powoli dźwiga się z głębokiej recesji, ale problemem pozostaje spadek cen, czyli deflacja. W październiku sięgnęła ona w skali roku 2,2 proc., a prognozy Banku Japonii przewidują, że spadek cen może trwać nawet przez trzy lata. "Bank zdaje sobie sprawę, że krytycznym wyzwaniem będzie dla japońskiej gospodarki pokonanie deflacji" - czytamy w komunikacie Banku Japonii.
Japonia wie najlepiej, jak groźna w skutkach może być deflacja, bo walczyła z nią już w latach 90. Stąd często ten okres nazywany jest "straconą dekadą". Spadek cen sprawia, że ludzie odkładają zakupy, licząc, że produkty będą tańsze. To z kolei spowalnia wzrost gospodarczy.
Japoński
bank centralny nie może już bardziej obniżyć stóp procentowych, by w ten sposób napędzić wzrost gospodarczy i - co za tym idzie - pobudzać wzrost cen. Skupia się więc na niekonwencjonalnych metodach prowadzenia polityki pieniężnej, i to w momencie, gdy inne
banki centralne, np. amerykańska Rezerwa Federalna czy
Europejski Bank Centralny, powoli się z nich wycofują.
Bank Japonii oferuje tanie finansowanie dla banków komercyjnych. W tym miesiącu zdecydował się na wpompowanie w system finansowy aż 10 bln jenów (112 mld dol.). Wykorzystuje m.in. tzw. quantitative easing, czyli skupowanie od banków papierów wartościowych (np. obligacji skarbowych czy korporacyjnych) w celu zwiększenia płynności i zachęcenia ich do udzielania większej liczby kredytów.