Biznes Ludzie Pieniądze

Zgniły kompromis w sporze URE z resortem gospodarki

Rafał Zasuń
18.12.2009 , aktualizacja: 18.12.2009 20:51
A A A Drukuj
Urząd Regulacji Energetyki, rząd i klub PO w końcu dogadały się, jak handlować prądem na giełdzie energii. Spór był tak ostry, że resort gospodarki chciał dymisji szefa URE.
Konflikt zakończył się w nocy z czwartku na piątek, gdy Senat głosował nad poprawkami do zmian prawa energetycznego. Projekt wywołał ogromne emocje w branży - po raz pierwszy nakładał bowiem na wytwórców prądu obowiązek sprzedaży prądu przez giełdę energii, by rynek był bardziej przejrzysty.

Kiedy w 2007 r. uwolniono rynek, ceny prądu dla firm poszły w górę o 60 proc. W 2008 r. podwyżka była jeszcze większa. Sprzedawcy prądu tłumaczyli, że potrzebują pieniędzy na inwestycje w nowe bloki sięgające 100 mld zł. Przemysł protestował, a że podwyżki były wszędzie podobne, podejrzewano zmowę. Stąd wziął się pomysł obowiązkowej sprzedaży prądu poprzez giełdę.

W Sejmie zażarcie spierano się m.in. o definicję "giełdy energii". URE proponował, aby była to tylko Towarowa Giełda Energii - spółka firm energetycznych i skarbu państwa, a prądu sprzedawanego przez giełdę powinno być przynajmniej 20 proc. Branża zgadzała się na 10 proc. i naciskała, by uwzględnić także internetowe platformy sprzedaży prądu, na których dziś kupuje się więcej niż na TGE.

URE złożył własne poprawki do ustawy, co rozeźliło resort gospodarki - wiceminister Joanna Strzelec-Łobodzińska zażądała ich wycofania. Szef URE Mariusz Swora odmówił i pojawiły się plotki, że minister gospodarki Waldemar Pawlak poprosił premiera o dymisję Swory. Szefa URE obronił jednak szef doradców premiera Michał Boni.

Zgodnie z sejmową wersją ustawy 15 proc. prądu firmy będą musiały sprzedawać na giełdzie i platformach internetowych. URE argumentował, że platformy są nieprzejrzyste - same ustalają reguły i nie podlegają żadnemu nadzorowi, najpopularniejsza zaś w Polsce platforma TFS w ogóle jest zarejestrowana za granicą.

W Senacie wykuł się jednak kompromisowy projekt - wprowadzono wymóg, by platformy były nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego. Jeśli nie będą, można będzie na nich nadal handlować, ale ta sprzedaż nie będzie wliczana do obowiązkowych 15 proc. - To wariant uzgodniony z rządem - powiedział nam Jan Wyrowiński (PO), szef senackiej komisji gospodarki.

Kryzys sprawił, że 2009 r. po raz pierwszy od dwóch lat ceny prądu dla firm spadły o 5-10 proc. Przedsiębiorcy coraz częściej zmieniają też dostawcę - zrobiło to już 700 firm, m.in. włocławski Anwil czy PKN Orlen. Firmy narzekają jednak na skomplikowane procedury i długotrwałość procesu zmiany sprzedawcy.

Według energetyków ceny dla firm mogłyby być niższe, gdyby uwolniono ceny dla domów, które wciąż zatwierdza URE. Urząd nie zgadza się na to ani na podwyżki. Od dwóch lat trwa spór URE z RWE (sprzedaje prąd w Warszawie) i Vattenfallem (Śląsk), które nie przedstawiają swoich cenników do zatwierdzenia.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos