Witold Orłowski: Podczas świąt na nie sposób nie myśleć o cudach. Rzecz jasna, cudach gospodarczych, bo takie właśnie przychodzą do głowy ekonomiście. W gospodarce cuda naprawdę się zdarzają, choć zazwyczaj przychodzą w zupełnie innym momencie i realizują się zupełnie inaczej, niż wszyscy oczekują.
Cuda mają to do siebie, że zdarzają się właśnie w krajach i momentach dziejów, w których nikt się ich nie spodziewa. Ścisła definicja cudu gospodarczego nie istnieje, a określenie to jest z lubością nadużywane przez polityków chwalących własne osiągnięcia gospodarcze lub obiecujących przyszłe (zwłaszcza przed wyborami).
Określenie "cud gospodarczy" powinno być w zasadzie zarezerwowane dla całkowicie nieoczekiwanej, gwałtownej poprawy sytuacji gospodarczej mającej relatywnie trwały charakter. Nie jest natomiast konieczny udział w tym zdarzeniu sił nadprzyrodzonych.
Zazwyczaj wyjaśnieniem cudu gospodarczego jest silny wzrost zaufania do polityki gospodarczej, gwałtowna zmiana nastrojów społecznych z nadmiernie pesymistycznych na optymistyczne lub zaskakująco sprawne zadziałanie mechanizmów rynkowych. Wśród bezdyskusyjnych cudów gospodarczych wymienia się zawsze odrodzenie pobitych i zrujnowanych przez drugą wojnę światową Niemiec.
Ekonomiście Ludwigowi Erhardowi powierzono w roku 1947 pozornie niewykonalne zadanie: uporządkowanie gospodarki podzielonego na strefy okupacyjne kraju o zrujnowanym przez wojnę przemyśle, rolnictwie i transporcie, w którym wszystkie podstawowe towary były reglamentowane, szalała inflacja i kwitł czarny rynek.
W pierwszym kroku zdecydował się on na drastyczną reformę walutową, wymieniając niewiele warte banknoty władz okupacyjnych na nowe niemieckie marki. Za jednym zamachem opanował w ten sposób inflację, skonfiskował fortuny wyrosłe na czarnym rynku i zapisał się w pamięci milionów Niemców jako najgorszy rozbójnik w historii.
Jednocześnie przekonał Amerykanów i Brytyjczyków, aby zgodzili się na zniesienie reglamentacji dóbr i uwolnienie cen. Efektem była szybka odbudowa popytu rynkowego, produkcji i dochodów.
Już w pierwszym roku po reformie produkcja przemysłowa wzrosła o 44 proc., w ciągu trzech lat się podwoiła, a eksport wzrósł pięciokrotnie. W kolejnych latach Erhard kontynuował swoje wolnorynkowe reformy, tworząc podstawy tzw. społecznej gospodarki rynkowej, która w ciągu kolejnych dekad miała przeistoczyć RFN w jedną z głównych potęg ekonomicznych świata.
Nie był to jedyny cud gospodarczy drugiej połowy XX wieku. W latach 60. niespodziewanie szybko poprawiła się sytuacja gospodarcza Włoch i Francji, w tym samym czasie rozpoczął się cud wschodnioazjatycki: błyskawiczne uprzemysłowienie i rozwój gospodarczy azjatyckich tygrysów (określenia "cud" użył w tym przypadku jako pierwszy Bank Światowy).
A cud irlandzki, który obiecywano nam w poprzedniej kampanii wyborczej?
- Skok, jakiego Irlandia dokonała między rokiem 1987 a 2001, też zasługuje niewątpliwie na miano cudu - PKB wzrósł w tym czasie blisko trzykrotnie, a Irlandia, od stuleci uważana za jeden z najbiedniejszych krajów Europy, niemal z dnia na dzień stała się drugim po Luksemburgu najbogatszym członkiem Unii Europejskiej.
Skoro już o Irlandii mowa, warto pomyśleć też o cudach gospodarczych w Polsce. Gdzie jak gdzie, ale u nas nie mogło ich zabraknąć. Na miano największego zasługuje szybkość, z jaką dwie dekady temu gospodarka polska przystosowała się do rynkowych zasad funkcjonowania po wprowadzeniu planu Balcerowicza.
Polska, uważana powszechnie za kraj w najgorszej sytuacji, zrujnowany finansowo i niemający żadnych szans w rywalizacji z Węgrami czy Czechami, jako pierwsza w Europie Środkowo-Wschodniej weszła na ścieżkę trwałego wzrostu gospodarczego, dystansując wszystkie inne gospodarki postkomunistyczne. Zadecydował o tym niewątpliwy cud - Polacy okazali się całkiem niespodziewanie narodem przedsiębiorczym i umiejącym dobrze gospodarować.
W mijającym roku również byliśmy świadkami cudu, choć nieco innego od tego, który w swoim czasie obiecywał Donald Tusk. Jako jedyny kraj w Europie przetrwaliśmy globalny kryzys bez spadku produkcji. Dlaczego? Nad tym wciąż głowią się ekonomiści, ale fakt jest faktem - zdarzył się niewątpliwy cud, za który powinniśmy gorąco podziękować w święta niebiosom.