Wybuchł skandal, gdy wicepremier Waldemar Pawlak zapowiedział, że zablokuje ratyfikację wynegocjowanej umowy gazowej z Rosją, dopóki PGNiG i Gazprom nie uregulują swoich sporów. O co chodzi?
Ultimatum wicepremier Pawlak ogłosił na zwołanej nagle konferencji prasowej w Sejmie. - Do czasu gdy nie nastąpią uzgodnienia między PGNiG i Gazpromem gwarantujące korzystne dla Polski rozstrzygnięcia - co do przeszłych i przyszłych rozliczeń - nie ma podstaw, by zakończyć procedurę międzyrządową - zapowiedział wicepremier.
Tydzień wcześniej Ministerstwo Gospodarki ogłosiło, że po niemal rocznych negocjacjach przedstawiciele rządów Polski i Rosji uzgodnili w Moskwie zmiany w porozumieniach z 1993 i 2003 r. o dostawach gazu oraz zasadach działania polsko-rosyjskiej spółki EuRoPol Gaz, właściciela gazociągu tranzytowego do Niemiec. W przeddzień konferencji Pawlaka wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska parafowała umowy i wysłała je do Moskwy.
Wydawało się, że wszystko ustalono. W piątek Pawlak temu zaprzeczył.
Sprawę wyjaśnił nieco wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski odpowiedzialny za sektor paliwowy. Budzanowski powiedział "Gazecie", że do porozumień zawartych w Moskwie dołączono oświadczenie, w którym rządy Polski i Rosji stwierdzają, że uregulowano sporne sprawy między PGNiG i Gazpromem. A tak nie jest.
Od czterech lat Gazprom kwestionował wysokość taryf EuRoPol Gazu, które zatwierdzano zgodnie z polskim prawem. Rosjanie nie płacili w całości rachunków za tranzyt rosyjskiego gazu do Niemiec i nawet doprowadzili do unieważnienia przez sądy taryf EuRoPol Gazu z kilku lat. Ale strzelili sobie w stopę. Bo w takiej sytuacji trzeba stosować taryfę z końca 2005 r., dużo wyższą niż kwestionowane przez Rosjan.
PGNiG uznało taki werdykt i dopłacało EuRoPol Gazowi, Gazprom - nie. W efekcie rosyjski koncern od kilku lat zalega swojej spółce w Polsce, a PGNiG przepłaca. Chodzi o setki milionów złotych. A jeśli rząd Rosji chce otworzyć nowy rozdział w stosunkach z Polską, to po ultimatum Pawlaka władze w Moskwie powinny nakłonić Gazprom do kompromisu z PGNiG.
Nie wiadomo, ile takich spornych spraw jest jeszcze między firmami.
Gdyby rząd zatwierdził porozumienie z Rosją z zapisem o uregulowanych sporach, to mógłby zostać oskarżony o złożenie fałszywego oświadczenia. W pierwszym rzędzie ten zarzut spadłby na wicepremiera Pawlaka, któremu posłowie PiS według "Rzeczpospolitej" już grożą Trybunałem Stanu za gazowe umowy.
Z kolei PGNiG mogłoby pójść na niekorzystne ustępstwa wobec Gazpromu, twierdząc, że po rządowym oświadczeniu nie miało wyjścia. A już od kilku miesięcy Ministerstwo Gospodarki i PGNiG przerzucają się odpowiedzialnością za rozstrzygnięcia w gazowych kontraktach z Rosją.
Zapachniało polowaniem na czarownice, gdy w piątek wicepremier zarzucał sabotowanie umów tajemniczym doradcom. Jedynym konkretem był zarzut wobec pracowników PGNiG o dostarczenie błędnych danych na temat ceny gazu w Europie. Czy działali w złej wierze - wyjaśni śledztwo. Ale jeśli podali rażąco błędne dane, to także negocjatorzy z Ministerstwa Gospodarki byli niekompetentni, skoro tego nie zauważyli. Hasło "łap sabotażystę" może więc odwracać uwagę od innych błędów w negocjacjach i wzywać do czystki wśród urzędników, którzy nie chcieli firmować złych ustaleń.
Czy rozpętanym w piątek skandalem Pawlak bronił interesu kraju, czy tylko własnej skóry? Negocjujemy z Rosją gigantyczne dostawy gazu na ćwierć wieku z góry. To zbyt poważna sprawa, by ją prowadzić w aurze niedomówień i ogólnikowych oskarżeń. Zarzuty Pawlaka wymagają wyjaśnień, a negocjacje z Rosją - sprawdzenia, czy nie upchnięto po szafach szkieletów, które wypadną dopiero po zatwierdzeniu umów.