Drobni inwestorzy i giełdowi wyjadacze lubią posługiwać się inwestycyjnym slangiem. Jednym z bardziej znanych haseł w kapitałowym słowniku jest "rajd świętego mikołaja", czyli grudniowy przedświąteczny okres, w którym indeksy giełdowe rosną jak na drożdżach.
- Efekty kalendarzowe, ze względu na łatwość zastosowania i dużą medialność, są szczególnie popularnymi anomaliami. Zakładają one, że w pewnych okresach inwestowanie w akcje jest bardziej opłacalne niż w innych - wyjaśnia Rafał Lerski, licencjonowany
doradca inwestycyjny Expandera.
Jak zrodziła się opinia o grudniu jako miesiącu giełdowej hossy i czy rzeczywiście święty mikołaj przynosi inwestorom prezenty?
- Tłumaczone to jest faktem "wyciągania" indeksów przez zarządzających funduszami, w celu podniesienia wysokości swoich rocznych premii. Wielu inwestorów w "rajdzie świętego mikołaja" upatruje swojej szansy na poprawienie stopy zwrotu i zarobienie na świąteczne wydatki - mówi Mikołaj Kusiakowski z Domu Maklerskiego TMS Brokers.
Dodatkową motywacją do zakupów w grudniu - szczególnie dla inwestorów indywidualnych - jest tzw. efekt stycznia. - To kolejny mit, który panuje wśród giełdowych graczy - mówi Kusiakowski. Według niego inwestorzy liczą na to, że początek roku może być także dobrym okresem do inwestycji, bo wtedy na rynek trafia duża ilość kapitału z instytucji finansowych, które zaczynają realizować nowe strategie.
WIG w grudniu nie zawsze wychodzi na plus Tyle teoria. Historyczne zmiany Warszawskiego Indeksu Giełdowego pokazują, że "rajd świętego mikołaja" uzależniony jest od ogólnej koniunktury na rynku. Jeśli sytuacja w gospodarce jest dobra, to inwestycje w grudniu mogą przynieść zyski. Wystarczy jednak spadek prognoz gospodarczych czy kryzys w jakiejś istotnej branży, a wtedy nawet Mikołaj nie pomoże w osiągnięciu zysków.
Do bardzo udanych okresów świąteczno-noworocznych na
GPW zaliczyć można rok 1993 (WIG w grudniu zyskał 40 proc.), oraz przełom 1999-2000 (15-procentowe zwyżki).
Dużo gorzej wyglądała natomiast sytuacja, gdy na rynku królowała bessa (przykładowo pękniecie bańki spekulacyjnej w 1994-95 roku (minus 6 proc. w grudniu), czy spadki w latach 2001-02 (minus 0,8 proc.). Wówczas inwestorzy nie byli skorzy do kupowania akcji. - Podobną sytuację obserwowaliśmy również w 2007 i 2008 roku, rynek niedźwiedzia sprawił, że okres grudzień-styczeń nie był udany, zwłaszcza styczeń 2008, który był początkiem pierwszej fali spadkowej na GPW - mówi Kusiakowski.
Jak kształtuje się sytuacja w tym roku? Po osiągnięciu w lutym niewidzianych od kilku lat dołów WIG20 odzyskał ponad 70 proc. Czy giełda do końca roku siłą rozpędu zanotuje zwyżki w grudniu? - Kończący się rok na
warszawskiej giełdzie należy zaliczyć do udanych, jest zatem szansa na "rajd świętego mikołaja". Czy jednak tak będzie, czas pokaże. Na rynku królują emocje, zatem wszystko może się jeszcze zdarzyć - mówi Mikołaj Kusiakowski z TMS Brokers. WIG20 w pierwszej połowie grudnia stracił 2 proc. Inwestorzy pocieszają się opinią, że prawdziwy "rajd świętego mikołaja" nabiera prędkości dopiero po świętach.
O tym, ile w grudniu można zarobić w Ameryce, jakie spółki najbardziej korzystają na "rajdzie świętego mikołaja" i co ten efekt ma wspólnego z anomalią kalendarzową, czytaj w
komentarzu Tomasza Kowalskiego z KBC TFI