Biznes Ludzie Pieniądze

Budowa elektrowni atomowej na Litwie bez Polski?

Rafał Zasuń
21.12.2009 , aktualizacja: 21.12.2009 20:32
A A A Drukuj
Maleją szanse na udział Polski w budowie elektrowni atomowej na Litwie. Za to budowa łącznika energetycznego między obu krajami na razie idzie bez zmian.
Planowana elektrownia atomowa na Litwie i most energetyczny między Litwą a Polską
Planowana elektrownia atomowa na Litwie i most energetyczny między Litwą a Polską


W poniedziałek obie kwestie omawiali w Warszawie wicepremier Waldemar Pawlak i litewski minister energetyki Arvidas Sekmokas. Litewska delegacja spotkała się także z przedstawicielami PSE Operatora - czyli polskiej spółki zawiadującej sieciami energetycznymi - oraz z menedżerami Polskiej Grupy Energetycznej.

Od 2006 r. toczą się między Litwą a Polską, Łotwą i Estonią rozmowy w sprawie budowy nowej elektrowni atomowej. Stara - wyposażona w reaktory czarnobylskiego typu RBMK - musi zostać zamknięta już w 2010 r., bo tego wymaga zawarty w 2004 r. traktat akcesyjny Litwy z UE. Od tego czasu Litwini zrobili jednak bardzo niewiele, aby wybudować nową siłownię - dopiero w tym roku wybrano miejsce, w którym powstanie - Visaginas nieopodal starej Ignaliny. Przez trzy lata toczyły się też bezowocne negocjacje w sprawie liczby udziałów, które poszczególne kraje obejmą w nowej elektrowni, oraz jej mocy. Dodatkowo budowę elektrowni ogromnie utrudnił kryzys - kraje bałtyckie tną wydatki, gdzie się da, a elektrownia atomowa o mocy 1000 MW kosztuje ok. 2,5 mld euro.

Dwa tygodnie temu Wilno zdecydowało się jednak radykalnie rozwiązać ten problem - w oficjalnym dzienniku Unii Europejskiej ogłoszono przetarg na strategicznego inwestora elektrowni, który obejmie większościowy pakiet akcji. Musi to być firma, która ma już doświadczenie w budowie elektrowni. Litwini zdecydowali się też postawić siłownię o mocy 700-1000 MW. W odpowiedzi na ogłoszenie o budowie na razie nikt nie przysłał oferty, Sekmokas powiedział trzy dni temu, że kilku inwestorów poprosiło o dodatkowe informacje.

Co to oznacza dla Polski? Państwowa Polska Grupa Energetyczna chciała być mniejszościowym udziałowcem projektu, ale pod warunkiem, że elektrownia będzie dużo większa, a nasz kraj dostanie 1000-1200 MW jej mocy. Teraz to jest mało prawdopodobne.

Polski rząd musi podjąć decyzję, co zrobić w tej sytuacji z budową łącznika energetycznego między Polską a Litwą. Dotychczas Warszawa twierdziła, że budowa łącznika ma sens tylko wtedy, gdy popłynie nim do Polski prąd z nowej elektrowni. Litwa, która ma obecnie połączenia wyłącznie z krajami byłego ZSRR, twierdziła, że obu spraw nie należy wiązać. Wilno popierała w tej sprawie Komisja Europejska - łącznik będzie finansowany w połowie z pieniędzy unijnych.

Według informacji "Gazety" na wczorajszym spotkaniu PSE Operatora z Litwinami potwierdzono, że łącznik ma powstać w 2015 r. Prawdopodobnie więc rząd po cichu ustąpił i pogodził się ze stanowiskiem Litwy i Brukseli. - Niczego nie ustalono, zobaczymy, jak rozwinie się sytuacja - powiedział nam wysoki urzędnik resortu gospodarki.

Po zamknięciu elektrowni w Ignalinie Litwa będzie importować większość prądu z Rosji. Zawarła także kontrakt z Ukrainą, która swoje nadwyżki dostarczy linią przez Białoruś. Ma powstać również podmorski kabel łączący kraje bałtyckie ze Szwecją. Zgodnie ze strategią UE powstanie tzw. pierścień bałtycki, dzięki któremu Litwa, Łotwa i Estonia przestaną być uzależnione od dostaw wyłącznie z krajów byłego ZSRR. Na razie gotowy jest tylko podmorski kabel łączący Estonię z Finlandią.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów