Nowe możliwości integracji z UE otwiera przed Ukrainą przystąpienie do traktatu o wspólnocie energetycznej. Traktat tworzy największy rynek energetyczny świata, we wspólny blok handlowy łącząc UE i jej sąsiadów. Ministrowie UE na piątkowym szczycie w Zagrzebiu zgodzili się, by do traktatu dołączyły
Ukraina i Mołdawia. To jednak decyzja warunkowa. Kijów i Kiszyniów będą mogły zostać członkami traktatu dopiero po wprowadzeniu europejskich przepisów energetycznych.
Chodzi przede wszystkim o to, że państwa należące do traktatu muszą zezwolić na swobodny przepływ energii elektrycznej i gazu przez swoje granice. Opłaca się, bo takie gwarancje swobodnego handlu stanowią podstawę długoterminowych umów o międzynarodowym handlu energią.
W przypadku Ukrainy dla UE kluczową rolę odgrywa współpraca w branży gazowej. W marcu UE i Ukraina podpisały deklarację w tej sprawie. W zamian za przyjęcie europejskich przepisów UE obiecała pomoc w modernizacji ukraińskich gazociągów.
Bruksela liczyła, że w ten sposób przestanie być zakładnikiem ciągłych sporów o tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Bo jeśli Kijów przyjmie przepisy UE, to europejskie koncerny nie będą musiały - jak teraz - kupować surowca od Gazpromu na granicy Ukrainy i UE. Mogłyby kupować rosyjski gaz na granicy Rosji i Ukrainy, a potem na własną rękę zająć się tranzytem tego surowca przez Ukrainę. Zaś ukraińskie firmy mogłyby reeksportować do UE gaz importowany z Rosji.
Te plany nie spodobały się Moskwie - przywódcy Rosji wściekle atakowali gazowy alians UE i Ukrainy. Pod koniec lipca z inicjatywy UE międzynarodowe instytucje finansowe przygotowały już program pożyczek o wartości 1,7 mld dol. na modernizację ukraińskich gazociągów. Program czeka, bo dotąd rząd Julii Tymoszenko nie wprowadził reform w branży gazowej i nie wdraża przepisów UE.