Od tego roku ZUS zaczął wypłacać emerytury z nowego systemu. Jako pierwsze zaczęły je dostawać kobiety urodzone w 1949 r., które skończyły 60 lat.
Ministerstwo Pracy na początku tego roku liczyło, że na tzw. emeryturę okresową (czyli z
OFE i ZUS) zdecyduje się nawet 2,5 tys. kobiet. W kolejnych czterech latach - 19,5 tys. Mężczyźni - ze względu na wyższy o pięć lat wiek emerytalny - po raz pierwszy świadczenia dostaną w 2014 r.
Z informacji "Gazety" wynika, że emeryturę okresową na koniec listopada wybrało jedynie 185 kobiet. To czternastokrotnie mniej, niż szacował resort
pracy. Skąd tak małe zainteresowanie?
Wrócić do ZUS musiało 179 kobiet, które nie uzbierały na swoim koncie w OFE wymaganej prawem sumy 3263 zł (czyli 20-krotności dodatku pielęgnacyjnego). Ich oszczędności zgromadzone w funduszu emerytalnym trafiły do
budżetu państwa. Z ZUS dostaną tzw. emeryturę mieszaną. W tym roku jest to 80 proc. świadczenia wyliczanego według starego systemu i 20 proc. liczonego według nowego.
Ale w styczniu 2009 r. możliwość powrotu do ZUS dostały też pozostałe kobiety, nawet jeśli na swoim koncie w OFE zaoszczędziły więcej niż wymagana kwota. Jeśli się na to zdecydują, ich oszczędności z OFE zasilą budżet państwa, a ZUS potraktuje je tak, jakby nigdy nie należały do OFE.
Rząd, otwierając taką furtkę, tłumaczył, że w ten sposób chce im zrekompensować skutki kryzysu finansowego. Przez spadki na giełdzie ich środki w OFE skurczyły się w ubiegłym roku średnio o 14 proc. Dzięki powrotowi do ZUS miały szansę na wyższe świadczenia. - Kobieta zarabiająca średnią krajową, która przepracowała 30 lat, dostała nawet 400 zł więcej emerytury - mówi Wiktor Wojciechowski z fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Eksperci przestrzegają, że tworzy to wyłom w reformie emerytalnej. - Rezygnacja tych kobiet z OFE poprawia bieżącą sytuację finansową budżetu, ale rodzi problemy na przyszłości - mówi Wojciechowski. W tym roku do budżetu trafi w ten sposób nawet 20 mln zł. - Konsekwencje podatnicy będą musieli jednak ponosić przez następne lata - dodaje Wojciechowski.
Kryzys finansowy nie byłby taki groźny, gdyby politycy w porę zabezpieczyli oszczędności przyszłych emerytów. Chodzi o stworzenie tzw. bezpiecznych funduszy dla osób, którym zostało niewiele lat do emerytury. Miałyby one inwestować głównie w obligacje, które dają mniejszy zysk niż akcje, ale za to pewny. Wprowadzenie takiego rozwiązania wymagało uchwalenia nowych przepisów, ale żadna kolejna ekipa rządowa tego nie zrobiła. Obecny rząd zapowiada, że projekt będzie gotowy w połowie przyszłego roku. Ma on być częścią większej nowelizacji ustawy o OFE.
- W efekcie przez kryzys finansowy kobiety dostaną z funduszy emerytalnych średnio o blisko 20 zł mniej, niż miałyby, gdyby powstały bezpieczne fundusze - mówi Wojciechowski.
W tym roku średnie świadczenie z OFE to nieco ponad 65 zł. Resztę kobietom dopłaca ZUS. Są jednak i takie, które z OFE dostaną zaledwie 14 zł. Powód? Zarabiały mało i pracowały niewiele. Na swoim koncie w OFE odłożyły zaledwie niespełna 3,5 tys. zł. Na większe pieniądze mogłyby liczyć, gdyby więcej i dłużej pracowały. Pokazuje to przykład Polki, której udało się oszczędzić w funduszu emerytalnym ponad 70 tys. zł. Dzięki temu z OFE dostaje 288 zł.
Z czasem świadczenia z OFE mają rosnąć. Jeszcze dla pierwszych roczników, które w najbliższych latach będą kończyć
pracę zawodową, nie przekroczą 10-20 proc. całej emerytury. Z biegiem lat udział pieniędzy z OFE w ogólnej emeryturze będzie rósł. Dzisiejszy 30-latek, kończąc pracę zawodową, połowę emerytury powinien otrzymać już z OFE.
Nadal jednak nie wiadomo, kto wypłaci im emerytury. Choć OFE zbierają od nas pieniądze od ponad 10 lat, żaden z kolejnych rządów - AWS, SLD i PiS - nie przygotował ustawy rozstrzygającej, jak mają one do nas wrócić. Tzw. emerytura okresowa to rozwiązanie przejściowe. Od 2014 r. emerytury miały wypłacać specjalnie do tego powołane zakłady emerytalne. Przygotowaną przez rząd ustawę zawetował jednak w styczniu prezydent Lech Kaczyński. Teraz Ministerstwo Pracy musi przygotować nową ustawę.