Wojciech OlkuśnikCzłonkowie Rady Polityki Pieniężnej z lat 2004-2005 na spotkaniu u prezydenta
Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała, że nie zmienia stóp procentowych pozostawiając stopę główną na poziomie 3,5 proc. Jak sprawdziła się ustępująca Rada Polityki Pieniężnej? Inflacji porządnie nie upilnowała. Jednak większość ekonomistów przyznaje, że nie zawsze to było możliwe
Stopa redyskontowa pozostała na poziomie 3,75 procent, lombardowa 5,0 procent, a depozytowa 2,0 procent. Rada wprowadzi od 1 stycznia 2010 roku nową stopę - dyskontową weksli - na poziomie 4,0 procent rocznie. Dzisiejsze posiedzenie było ostatnim spotkaniem Rady w dotychczasowym składzie. W ciągu miesiąca zostanie wymienionych pięciu jej członków, w lutym z obecnego składu zostanie tylko przewodniczący Sławomir Skrzypek. Szefował Radzie w drugiej połowie jej kadencji. Wcześniej prezesem NBP był Leszek Balcerowicz.
Rada pozostawia stopy na rekordowo niskim poziomie, a inflację na poziomie 3,3 proc., czyli w górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od ustalonego przez siebie celu (2,5 proc. plus minus 1 pkt proc.).
Zdaniem Balcerowicza, największego krytyka dokonań ustępującej RPP, to kiepski finisz. W ubiegłym tygodniu w Radiu TOK FM powiedział: - Nie jest rzeczą możliwą, by w każdym miesiącu inflacja wynosiła 2,5 proc. Ale nie jest też rzeczą normalną, by przez dwa lata, mimo spowolnienia w gospodarce, inflacja była grubo powyżej celu. Trzeba zapytać [poszczególnych członków Rady], dlaczego tak głosowali. Czy dlatego, że lekceważyli swoje konstytucyjne obowiązki, czy dlatego, że mieli mylne prognozy.
Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, mają dla Rady więcej wyrozumiałości. - Poprzednia Rada miała sprowadzić inflację do europejskiego poziomu. Ta miała ją na nim trwale utrzymać - mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku. - Ale ta Rada cały czas musiała się zmagać ze wstrząsami: najpierw wejście do Unii i podwyżka podatków, potem nadzwyczajne wytłumienie inflacji dzięki taniemu importowi, następnie silne ożywienie w gospodarce i wzrost cen surowców, w końcu kryzys finansowy - wymienia Borowski.
Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego, oblicza, że średnia inflacja przez ostatnie sześć lat wyniosła 2,5-2,8 proc., czyli prawie tyle ile cel inflacyjny. - Ale przez mniej niż połowę kadencji Rady inflacja znajdowała się w dopuszczalnym paśmie wahań 1,5-3,5 proc. - zaznacza Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH. Jej zdaniem Rada często zbyt długo zwlekała ze zmianami stóp - np. podnosiła je, gdy inflacja już przekraczała cel. - To znaczy, że kierowała się bieżącymi danymi, zamiast reagować z wyprzedzeniem - tłumaczy.
Ekonomiści zgadzają się jednak, że Rada nie ma wpływu na wiele czynników decydujących o wzrostach cen.
- Około jednej trzeciej obecnej inflacji to efekt podwyżek cen regulowanych żywności, paliw czy zmienności cen walut. To okoliczność łagodząca. Nawet gdyby Rada zdecydowała się utrzymywać wyższe stopy, to nie miałoby to wpływu na inflację, za to mogłoby osłabić wzrost gospodarczy - przyznaje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
Jakub Borowski chwali Radę za poprawienie komunikacji z rynkiem finansowym m.in. przez wprowadzenie projekcji inflacji. - Dzięki temu RPP nie zaskakuje rynku. Gdyby jej decyzje były niespodziankami, to kurs walutowy i rynkowe stopy procentowe byłyby bardziej zmienne. Takie skoki zawsze są niewygodne dla Kowalskiego - tłumaczy.
Jednak są i minusy. - Ciągnące się przez ubiegły rok konflikty między Radą a prezesem obniżały wiarygodność RPP - mówi Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.
Jeden z konfliktów wywołała rezygnacja wiceprezesa NBP Jerzego Pruskiego. Odszedł, zarzucając Skrzypkowi łamanie prawa. Rada dociekała, czy miał rację, wówczas prezes zarzucił jej łamanie prawa.
Ekonomiści są zadowoleni z dokonań odchodzącej Rady. Kolejna - jak mówią - będzie bardziej stanowcza w zwalczaniu inflacji. - Przekonaliśmy się jednak, że wypowiedzi kandydatów a ich działania jako członków Rady czasem do siebie nie pasują - kwituje jeden z ekonomistów.