Szwedzkie banki zdominowały rynek finansowy w tym dziesięciomilionowym kraju nadbałtyckim, który odczuł kryzys w większym stopniu niż sąsiednia
Litwa czy
Estonia. Liczba tzw. złych kredytów w portfelach banków wzrosła, co zniechęciło je do pożyczania. - Nagłe wstrzymanie kredytów jest bardzo problematyczne. Oczekujemy, że szwedzkie banki zaczną pożyczać znowu - powiedział Valdis Dombrovskis, premier Łotwy, dziennikowi "Financial Times". Jego zdaniem banki powinny wziąć na siebie część odpowiedzialności za kryzys, który wywołała m.in. ich nieostrożna polityka kredytowa.
- Oczywiście, można powiedzieć, że Łotysze zadłużali się nieodpowiedzialnie, ale żeby tak robić, trzeba mieć kogoś, kto kredytuje nieodpowiedzialnie. Mieliśmy łatwo dostępne kredyty w czasie, gdy gospodarka była przegrzana. Teraz, w recesji, praktycznie nie mamy kredytów - mówi premier.
Rząd odżegnuje się od pomysłu dewaluacji waluty narodowej. To mogłoby pomóc eksporterom, ale pogorszyłoby sytuację obywateli, którzy zaciągnęli kredyty denominowane w euro, które stanowią 85 proc. wszystkich zaciągniętych przez Łotyszy kredytów. Zdaniem Dombrovskisa w najbliższym czasie życie mieszkańców Łotwy i tak będzie trudne w wyniku głębokich cięć budżetowych. Były one warunkiem udzielenia pomocy w wysokości 7,5 mld euro przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Komisję Europejską.
Według analityków firmy CMA DataVision, która opracowała raport o najbardziej zadłużonych gospodarkach świata,
Łotwa jest na czwartym miejscu w rankingu krajów zagrożonych bankructwem. W pierwszej trójce są
Wenezuela,
Ukraina oraz Argentyna. Na piątym - Islandia. "Łotewska gospodarka nadal się kurczy, spadają produkcja i popyt konsumencki, ale równoważenie budżetu odbywa się szybciej, niż planowano" - czytamy w raporcie.