Ci sami politycy i ekonomiści, którzy rok temu wieszczyli nam kompletne załamanie gospodarcze, dziś nakręcają nową spiralę strachu - pisze minister finansów Jacek Rostowski w tekście przysłanym do "Gazety".
W przyszłym roku dług Polski wyniesie 740 mld zł, czyli po jakieś 20 tys. zł na głowę. Minister Rostowski przyznaje, że dług zbliża się do groźnej granicy 55 proc.
PKB. Ale to nie powód - pisze - do "szerzenia katastroficznych wizji". To odpowiedź ministra na list dziesięciorga ekonomistów, którzy zaniepokojeni tempem narastania długu wezwali rząd do reform.
Potrzebę przyspieszenia reform widzi także Leszek Balcerowicz, który w wywiadzie dla "Gazety" nalegał na zniesienie przywilejów emerytalnych, szybszą
prywatyzację i lepsze adresowanie wydatków socjalnych.
Rostowski zapewnia, że na początku roku rząd przyjmie plan "Rozwoju i konsolidacji finansów publicznych" (miał być gotowy w listopadzie). Plan - nazwijmy go "planem Rostowskiego" - obejmuje:
* wygaszanie przywilejów emerytalnych - nie dostaną ich osoby rozpoczynające służbę np. w policji po 2011 r.;
* prywatyzację - rząd chce w2010r. zdobyć aż 25 mld zł ze sprzedaży majątku publicznego;
* wprowadzenie reguły wydatkowej, czyli corocznego limitu wzrostu wydatków
budżetu. Reguła nie obejmie tzw. wydatków sztywnych, czyli wynikających z ustaw.
Według ministra plan ten sprawi, że "
Polska po kryzysie światowym będzie w pierwszej piątce najmniej zadłużonych krajów Europy". Chyba że opozycja i prezydent Kaczyński będą wkładać kij w szprychy.
Wtedy realizacja planu zostanie odłożona, aż w "Pałacu Prezydenckim zasiądzie osoba odpowiedzialna". - Do tego czasu wszystkie apele o przyspieszenie reform rząd Donalda Tuska odsyłać będzie do ich właściwego adresata - prezydenta Lecha Kaczyńskiego -kończy minister Rostowski.
Rostowski: będziemy jednym z pięciu najmniej zadłużonych krajów UE