Biznes Ludzie Pieniądze

Filantropia, dobroczynność czy dobry PR?

Rozmawiał: Mirosław Bartołd
24.12.2009 , aktualizacja: 24.12.2009 08:45
A A A Drukuj
Rozmowa z Pawłem Łukasiakiem, prezesem Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce, organizatorem corocznego konkursu "Dobroczyńca Roku".
W kapitalizmie jest miejsce na filantropię?

Jest, ale wygląda ona inaczej niż w zamierzchłej przeszłości. Samo słowo zostało użyte po raz pierwszy przez Ajschylosa w dramacie o Prometeuszu. Główny bohater reprezentował postawę pomocy innym bez względu na konsekwencje. Później, w Europie chrześcijańskiej filantropia była jednym ze sposobów zabiegania o nagrodę w niebie. Takie podejście miało jednak wady, bo nie prowadziło do zmiany. Człowiek średniowiecza rzucał monetę żebrakowi i zapominał. Nie wchodził w problem głębiej, bo wykonał jedynie swój obowiązek. Dzisiaj natomiast ludzie chcą być współautorami zmian. Nawet jeśli wrzucają monetę do puszki, to nie ukrywają tego. Ta wrzucona moneta czy czas, który poświęcą na działalność dobroczynną, to dla nich akt zaangażowania, wkład w zmianę rzeczywistości.

Polacy są chętni do takiego "płacenia za zmianę rzeczywistości"?

Oni wcale nie czują, że płacą za zmianę rzeczywistości, ale że w ten sposób tę rzeczywistość zmieniają. Szczególnie, gdy wspierają projekty edukacyjne. Ludzie czują, że edukacja jest najlepszym sposobem na wyjście z dołka, że wiedza daje awans społeczny. Organizacji oferujących stypendia jest multum. Według szacunków Akademii Rozwoju Filantropii rynek stypendiów w Polsce jest warty około 2-3 mld. zł. Projekty edukacyjne są wspierane nie tylko przez największe firmy, ale też przez zwykłych ludzi. W społecznościach, gdzie jest bieda aż piszczy, ludzie potrafią zebrać na projekty edukacyjne naprawdę poważne kwoty.

Polacy raczej nie chcą tworzyć nowych organizacji i wiązać się na wiele lat z jednym projektem. Najchętniej włączają się w szybkie i energiczne akcje, które nie wymagają zbyt długoterminowego zaangażowania.

To chyba ogólna tendencja w dzisiejszym świecie. Np. wolimy przeczytać dużo krótkich tekstów niż kilka długich.

Rzeczywiście, nowe technologie dostarczają tak dużo informacji, że radząc sobie z tym nadmiarem wybieramy te krótkie, konkretne przekazy. Dzisiaj musimy patrzeć na obie rzeczywistości: realną i wirtualną jednocześnie. To co jest w realu jest też w internecie i na odwrót. Jeśli sklepy i banki istnieją tutaj, to będą też w sieci. To ma też dobrą stronę, bo jeśli w świecie rzeczywistym mamy wolontariuszy, to będą oni także w internecie.

E-wolontariat?

Istnieją takie instytucje, które bez e-wolontariuszy w ogóle nie mogłyby istnieć, np. schroniska dla zwierząt. Gdyby internauci dobrowolnie i za darmo nie umieszczali w sieci zdjęć psów i nie organizowali adopcji, to schroniska nie miałyby szansy przetrwać. Ta idea pomagania poprzez sieć była inspiracją do stworzenia strony www.e-wolontariat.pl.

Kolejny portal społecznościowy?

Na początku rzeczywiście chcieliśmy zbudować wokół tego tematu społeczność. Skupiliśmy się jednak na wsparciu projektów już istniejących. Chcemy przede wszystkim promować ideę e-wolontariatu i budować wokół niej szeroką koalicję działaczy, organizacji, firm i mediów.

A dlaczego firmy miałyby się włączać w takie akcje? Dla PR-u?

Dziś znów wszystko wygląda inaczej niż jeszcze 10 lat temu. Teraz firmy IT nie chcą się np. angażować w akcje negatywne, czyli walczące np. z cyberprzestępczością, cyberseksem itp., bo te pojęcia później kojarzą się z ich firmą. Dlatego wolą wspierać akcje pozytywne, np. budowanie wokół marki społeczności. Znów widać, jak świat wirtualny przenika się z realem. Świat oszalał na punkcie społeczności internetowych.

Budowanie społeczności, czyli grupy docelowej?

Nie, bo grupa docelowa się ze sobą nie komunikuje. Zresztą, skłaniałabym się ku opinii, że coś takiego jak grupa docelowa nie istnieje w praktyce. Nawet jeśli znajdziemy grupę ludzi o podobnych preferencjach, to i tak będzie ona tak różnorodna, że aby ją dobrze zbadać, trzeba wydać na to ogromne pieniądze. Co innego, jeśli wokół marki zbudujemy społeczność. Zbudowanie jej sprawia, że klient wraz z produktem dostaje nie tylko towar określonej jakości, ale też wstęp do społeczności, może brać udział w zlotach, koncertach, quizach itp. To jest na tyle zachęcające, że pieniądze tracą znaczenie.

Filantropia może w tym pomóc?

Programy społecznego zaangażowania firm pozwalają okazać ich zainteresowanie społecznością, pokazują, że firma wspiera jej wartości i idee. Dzięki temu pomiędzy marką a klientem pojawia się społeczność, której rola jest nie do przecenienia.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy