Biznes Ludzie Pieniądze

Rekiny parkietu odkuły się przez rok na 3,5 mld zł

Tomasz Prusek
28.12.2009 , aktualizacja: 28.12.2009 10:20
A A A Drukuj
Koniec bessy najbogatszych na GPW. Majątek czwórki największych prywatnych inwestorów giełdowych urósł w mijającym roku do 13,3 mld zł. Bezapelacyjnym liderem pozostaje Leszek Czarnecki z portfelem wartym 5,6 mld zł.
Leszek Czarnecki
Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta
Leszek Czarnecki
Leszek Czarnecki
Leszek Czarnecki
Michał Sołowow
Michał Sołowow
Zygmunt Solorz
Zygmunt Solorz
Roman Karkosik
Roman Karkosik
Leszek Czarnecki
Leszek Czarnecki
Przed rokiem Leszek Czarnecki, właściciel m.in. grupy finansowej Getin Holding i dewelopera LC Corp., bagatelizował gigantyczne spustoszenia, jakie w jego portfelu akcji wywołał kryzys finansowy.

- Nie sprzedałem ani jednej akcji, więc nic nie straciłem - mówił wtedy w telewizji TVN CNBC.

To prawda.

Czytaj także: Czarnecki rekordzistą w nurkowaniu jaskiniowym

Zyski i straty największych inwestorów są księgowe, a nie ponoszone w rzeczywistości, bo najczęściej siedzą oni na wielkich pakietach akcji swoich firm, które tracą lub zyskują na wartości.

Ale zmiana wartości ich portfeli znakomicie obrazuje koniunkturę na warszawskiej giełdzie. Dla rzeszy drobnych inwestorów czołowi gracze uchodzą za prawdziwych guru, których decyzje inwestycyjne są wiernie naśladowane. Rozumują tak: jeśli miliarder w coś inwestuje, to przecież wie, co robi.

Teraz Czarnecki mógłby powiedzieć odwrotnie: "Nie kupiłem ani jednej akcji, więc nic nie zarobiłem". A szkoda, bo mija rok bardzo emocjonujący i tłusty dla giełdowych inwestorów. Nie tylko tych największych, których majątki liczone są w miliardach złotych, ale i 14 mln przyszłych emerytów należących do otwartych funduszy emerytalnych i trzech milionów oszczędzających w funduszach inwestycyjnych.

Wszyscy przeżywali ogromną huśtawkę nastrojów. Indeksy spadały jak kamień do połowy lutego, kiedy wskaźnik dwudziestu największych spółek WIG20 zatrzymał się na poziomie zaledwie 1328 pkt. Ruszył w górę, gdy tylko pojawiły się pierwsze sygnały, że światowa gospodarka wychodzi z największego dołka od Wielkiego Kryzysu z lat 30. poprzedniego wieku. Inwestorzy hołdujący zasadzie, że na giełdzie kupuje się przyszłość, znowu zaczęli kupować akcje na potęgę. W efekcie od lutowego dołka WIG20 zyskał 76 proc.

Taki gigantyczny zwrot koniunktury odbił się na stanie posiadania największych prywatnych inwestorów na GPW, których majątki poważnie ucierpiały w czasie półtorarocznej bessy. Ale skład "wielkiej czwórki" pozostał niezmienny: Leszek Czarnecki, Michał Sołowow (właściciel dewelopera Echo i producenta płytek Cersanit), Roman Karkosik znany z inwestycji w sektor chemiczny i hutniczy, oraz najmłodszy stażem na giełdowym parkiecie, ale od lat należący do najbogatszych ludzi w Polsce - Zygmunt Solorz kontrolujący największą platformę telewizji cyfrowej w kraju Cyfrowy Polsat oraz mały pakiet akcji Biotonu.

Banki wróciły do łask, Czarnecki ma o dwa miliardy więcej

Numerem jeden na parkiecie wśród rekinów pozostaje Leszek Czarnecki. Można by powiedzieć, że czy bessa, czy hossa, Czarnecki na czele. Nawet w giełdowym dołku jego majątek warty był 3,5 mld zł. Przez rok odrobił aż 60 proc., czyli zyskał 2,1 mld zł! Mimo to nadal daleko mu fortuny, jaką miał w szczycie hossy latem 2007 r. - wówczas miał akcje warte zawrotne 11 mld zł. Teraz ma w portfelu o połowę mniej.

Po zmianach w majątku Czarneckiego widać skutki powrotu banków do łask inwestorów. Kryzys finansowy zachwiał zaufanie do sektora finansowego na całym świecie. Nasze banki, mimo że nie miały ani dużej liczby złych kredytów, ani nie inwestowały w tzw. toksyczne papiery wartościowe powiązane z rynkiem nieruchomości w USA, doświadczyły wielkiej przeceny na GPW. Dobrym przykładem jest założony przez Czarneckiego bank dla VIP-ów - Noble Bank. Pod koniec grudnia 2007 r. kosztował prawie 13 zł, a rok później inwestorzy dawali za akcję jedynie 3 zł. Od tego czasu podrożał do nieco ponad 5 zł. Podobnie było z Getinem - jego obecna wycena to tylko 60 proc. notowań sprzed dwóch lat.

Drugim sektorem gospodarki, który został znokautowany przez kryzys, była deweloperka. I tu Czarnecki miał zaangażowane duże pieniądze. Za akcję jego słynnego LC Corp, który planował wybudować we Wrocławiu najwyższy budynek w Polsce - Sky Tower, przed rokiem płacono zaledwie 60 groszy. Koniec bessy spowodował wielkie odreagowanie cen akcji spółek deweloperskich. Wiele, tak jak LC Corp, zyskało przez rok ponad 100 proc. Taka zmiana trendu również podreperowała księgowo majątek Czarneckiego.

Rajd Sołowowa na drugie miejsce

Znany z zamiłowania do rajdów samochodowych kielecki biznesmen Michał Sołowow również może zaliczyć 2009 r. do bardzo udanych. Ma w portfelu przede wszystkim spółki związane z budownictwem, które należały do liderów w mijającym roku. Produkujący deski podłogowe Barlinek podrożał o 80 proc., deweloper Echo Investment prawie podwoił swoją wartość, podobnie jak producent chemii Synthos. W efekcie majątek Sołowowa, który w bessie skurczył się do "skromnych" 1,8 mld zł, podskoczył aż do 3 mld zł. Mógłby być jeszcze większy, gdyby nie słabo spisujący się kurs producenta płytek Cersanit, który ledwo drgnął w górę. Ale nawet po tak dobrym roku Sołowow ma w portfelu z grubsza trzecią część tego, co miał w szczycie hossy.

Stabilny biznes Solorza

Idealną spółką na giełdową bessę był Cyfrowy Polsat. Kurs dzielnie bronił się przed spadkami, które pogrążały banki, spółki deweloperskie i surowcowe. W rezultacie, mając tylko jedną spółkę, za to twardo trzymającą wartość, Solorz awansował w bessie na drugie miejsce po Czarneckim. Wystarczyły mu akcje Cyfrowego Polsatu warte ok. 2,5 mld zł. Analitycy prześcigali się w zachwalaniu stabilności biznesu Cyfrowego, który co miesiąc kasuje abonament od trzech milionów klientów i jest wyjątkowo odporny na skutki kryzysu.

Problem w tym, że odporność Cyfrowego na bessę dorównuje jego odporności na hossę. Przez dwanaście miesięcy cena akcji prawie się nie zmieniła i Solorz ile miał w portfelu, tyle ma, czyli 2,5 mld zł. Gorzej wiedzie się mu w interesach w Biotonie, którym zainteresował się po sprzedaży akcji Cyfrowego za 800 mln zł w ofercie publicznej. Na akcje producenta insuliny wydał ok. 190 mln zł, a dziś są warte ok. 80 mln zł.

Częściowo powetował to sobie, wypłacając w tym roku z Cyfrowego sowitą dywidendę. Początkowo miało to być 50 groszy na akcję, ale na wniosek Solorza przerwano walne i podniesiono stawkę do 75 groszy. W sumie jako największy akcjonariusz Solorz wycisnął ze swojej spółki aż 137 mln zł dywidendy.

Karkosik wiele nie zyskał

Roman Karkosik razem z rodziną w hossie miał majątek obliczany na 8 mld zł. Inwestorzy ochrzcili grupę jego firm nawet mianem "Imperium Romanum". Bessa szczególnie mocno doświadczyła to imperium, bo wyceny jego spółek spadły tak mocno, że przed rokiem warte były jedynie 2 mld zł. Odreagowanie cen na GPW ominęło najważniejszą spółkę - Alchemię prowadzącą interesy w branży hutniczej, która mocno ucierpiała przez kryzys. To zdecydowało, że Karkosik z majątkiem 2,2 mld zł zajmuje, tak jak przed rokiem, dopiero czwarte miejsce. Do pozycji Sołowowa i Solorza brakuje mu po kilkaset milionów złotych, co mógłby łatwo nadrobić, gdyby powróciła koniunktura w branży hutniczej i chemicznej, które są filarami jego imperium.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów