W święta Bożego Narodzenia banki nie dały nam odetchnąć od swoich reklamówek. Ale niektóre przygotowały specjalną świąteczną "ofertę". Np. w bożonarodzeniowej reklamie Getin Banku Piotr Fronczewski i pies Fąfel życzą telewidzom dużo szczęścia, a pan Piotr obiecuje, że nie będzie trzeba na nie długo czekać. Cóż, pewnie wie coś o nowych propozycjach Getin Banku dla klientów, które zostaną ogłoszone w styczniu. Świąteczne reklamy emitował też w święta bank Nordea. "Wszystkiego najlepszego" życzył w nich Toni Hyyryläinen, twarz Nordei.
Czytaj też:
Bankowcy przemówili ludzkim głosem, czyli przegląd dobrych uczynków Inne banki w święta pokazywały nam swoje stare reklamówki. Tak zrobił np. Bank BGŻ, który promuje od kilku tygodni lokatę o kuszącej nazwie "Dubeltówka". Trzeba przyznać, że BGŻ wymyślił też ciekawą strategię budowania zainteresowania potencjalnych klientów. Zamiast emitować kilkudziesięciosekundowe spoty w zwykłych blokach reklamowych, ryzykując, iż zginą one w tłumie innych reklamówek, BGŻ stara się zwrócić na siebie uwagę, stając się patronem prognoz pogody, które w telewizjach cieszą się bardzo dużą popularnością widzów. Krótkie filmiki dotyczące Dubeltówki widziałem przed prognozą pogody w co najmniej dwóch stacjach TV.
Czytaj też:
Przychodzi baba do lekarza. A tam ROR Czytaj też:
Naga Patrycja założy Ci konto Tuż przed tym, jak na ekranie pokażą się fronty atmosferyczne, kierunek wiatrów i gęstość chmur, widz może ujrzeć dwa obiecujące zwitki banknotów układające się w kształt strzelby dubeltówki. I krótki komunikat: "Z Bankiem BGŻ trafisz w podwójny zysk!". Prosto, zwięźle, ascetycznie. Głównym elementem przyciągającym oko mają być owe pliki stuzłotowych banknotów.
Bank obiecuje zarobek do 6 proc. w skali roku. Nieźle, jak na warunki oferowane przez konkurencję. Ostatnio oprocentowanie lokat spadało bowiem na łeb, na szyję. W największych bankach trudno dziś dostać więcej niż 4,5 proc. w skali roku. Kłopot w tym, że z tymi dubeltowymi zyskami nie do końca jest tak różowo.
Czytaj też:
Drwale z mBanku: łamią prepisy i nie są najtańsi Dubeltówka to bowiem pakiet dwóch lokat. Część pieniędzy, owszem, można ulokować na 6-procentowej lokacie trzymiesięcznej, ale jest warunek: drugie tyle pieniędzy trzeba umieścić na lokacie półrocznej, której oprocentowanie jest już dużo mniej atrakcyjne - jedynie 4 proc. w skali roku.
W praktyce to oznacza, że jeśli ulokujesz po 10 tys. zł na każdej z tych dwóch lokat (czyli w sumie 20 tys. zł), to zysk po sześciu miesiącach wyniesie (po odprowadzeniu podatku Belki) - tylko 280 zł (120 zł z lokaty kwartalnej i 160 zł z półrocznej). Czyli raptem 2,8% netto (po uwzględnieniu podatku)
Przyznam, że nie bardzo podobają mi się bankowe oferty lokat łączonych. Zaciemniają one rzeczywistość i klient tak naprawdę nie do końca jest świadom, ile z danego pakietu wyciągnie zysku. Wabik w postaci wysokiego oprocentowania jednej części pieniędzy przyciąga, ale nie zawsze patrzymy, ile da druga lokata. Choć i tak tego typu pakiety są dużo bezpieczniejsze niż np. lokaty łączone z zakupem funduszy inwestycyjnych. Tu straty z części funduszowej mogą znacznie przekroczyć zyski z odsetek od lokaty.
Czytaj też:
Lokata z funduszem, czyli Hołek z Hubertem kręcą funduszami