Zjednoczone Emiraty Arabskie to najtłustszy od wielu lat atomowy kąsek. Bił się o niego także jeden z liderów w
eksporcie energii nuklearnej -
Francja. Tamtejszych gigantów, które połączyły swe siły - EdF, GdF, Total i Arevę - wspierał prezydent Nicolas Sarkozy. W zeszłym roku odwiedził Emiraty i zachęcał do wyboru francuskiej technologii. Zwycięstwo Koreańczyków może dziwić, bo to pierwszy tak ogromny kontrakt jądrowy zdobyty przez Kepco za granicą. Drugi przegrany to amerykańsko-japońskie konsorcjum General Electric i Hitachi.
Razem z Koreańczykami wśród zwycięzców znalazły się także startujące z nimi japońska Toshiba i jej spółka-córka - amerykański Westinghouse. Obie firmy to - wraz z Francuzami i Rosjanami - czołówka w technologiach jądrowych.
Szczegóły kontraktu nie zostały ujawnione, według arabskich urzędników będą one zresztą jeszcze uzgadniane. Wiadomo, że mają powstać cztery reaktory o mocy 1400 megawatów każdy. Pierwszy ma powstać już w 2017 r. To rekordowe tempo, biorąc pod uwagę, że Emiraty podobnie jak
Polska nie mają dotychczas żadnej elektrowni jądrowej. Nasz rząd planuje budowę siłowni atomowej w 2020 r., ale większość ekspertów uważa, że to termin mało realny.
Elektrownie w ZEA będą pracować co najmniej 60 lat. Emiraty, słynące z przebogatych zasobów ropy naftowej, chcą mieć źródło taniej energii, także gdy ropa się skończy.
Zjednoczone Emiraty Arabskie będą pierwszym krajem arabskim, który wybuduje elektrownię jądrową. Plany mają także
Jordania oraz
Egipt.