Biznes Ludzie Pieniądze

Polskie seriale: I my będziemy mieli swego Dr House'a

Vadim Makarenko
28.12.2009 , aktualizacja: 28.12.2009 13:07
A A A Drukuj
W polskich serialach padają kolejne tabu: pojawiają się homoseksualiści i niepełnosprawni, niektórzy bohaterowie robią sobie testy na AIDS. Jednak wciąż są tematy, których stacje unikają jak ognia. Które? Zapytaliśmy scenarzystów.

TVP SA
"Ojciec Mateusz" przyciąga tłumy widzów, ale pieniędzy z reklam już mniej
Wybrane seriale 2009. w liczbach
Wybrane seriale 2009. w liczbach
50-letnia Grażyna Matuszewska pracuje w szkolnej bibliotece w Białymstoku i zna Podlasie nie z bajek. Jednak gdy zięć powiedział, że może zabrać ją na wycieczkę do Jeruzalu (k. Mińska Mazowieckiego) i Sokule (k. Skierniewic), gdzie powstaje serial "Ranczo" zareagowała entuzjazmem. - Zaproponował, to co miałam nie skorzystać - uśmiecha się Grażyna.

Poświęcili na to dwie niedziele. GPS się nie sprawdził, ale gdy już trafili do Jeruzalu, zrobili obowiązkową sesję foto na tle słynnego kościółka i jeszcze bardziej słynnego sklepu, przy którym na ławeczce przesiaduje Pietrek z kolegami, sącząc Mamrota. Pogoda nie sprzyjała, zacinał deszcz. Brakowało też serialowej ławeczki, ale mimo to przy sklepiku zatrzymały się dwa auta na warszawskich rejestracjach, z których wysiadły rodziny, żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia. - Zdziwiło mnie, że sklepik jest tak blisko kościoła. W serialu ludzie do niego szli i szli - opowiada pani Grażyna.

Tydzień później, w Sokule pogoda dopisała. Nieopodal dworku, który Lucy Wilska postanowiła odremontować pani Grażyna oraz jej córka z mężem i synem urządzili sobie piknik na kocyku.

Przaśnie, szaro, po polsku

Na Podlasiu, gdzie toczy się akcja "Rancza" takich sklepików, ławeczek i dworków jest wiele i zazwyczaj ludzie nie fotografują się na ich tle. Jednak dzięki telewizji sklep w Jeruzalu urósł do rangi symbolu. - Sukces tego serialu polega na tym, że w dowcipny sposób pokazuje małą społeczność, jej kompleksy i stereotypy. I odwołuje się do bardzo silnych archetypów - wójta i plebana - tłumaczy Maciej Grzywaczewski, wiceprezes zarządu ATM Grupa, do której należy Studio A, produkujące serial.

- Widz, jak ja go nazywam, "ośmiodziesięciomilionowy" lubi bliskość własnych realiów. Lubi, gdy bohaterowie rozmawiają ze sobą o studniówce czy pierwszej komunii. Serial zawsze pokazuje lepszą rzeczywistość, ale zarazem powinien to być znany nam świat - mówi Ilona Łepkowska, scenarzystka najpopularniejszych polskich seriali, m.in. "M jak Miłość", "Na dobre i na złe", "Klan".

Dlatego agencja reklamowa, w której pracuje bohaterka "Domu nad rozlewiskiem" (TVP1) nazywa się Hop-Art Media. Ta nazwa sugeruje polski zakład, wycinający w garażu napisy z folii, a nie dużą agencję reklamową obsługującą wielkie koncerny, jak np. Leo Burnett. W TVN, którego pracownicy lubią powtarzać, że emitowane na ich antenie seriale mają być "oczko wyżej" od konkurencyjnych, agencja nazywałaby się pewnie Luc i Partnerzy. Akcja serialu "Teraz albo nigdy" zaczynała się na Maderze, gdzie na Sylwestra przyjeżdża grupa przyjaciół. Magda M. pracuje w kancelarii prawnej, Waligóra i Wspólnicy (niczym Wardyński i Wspólnicy), a bohaterka "BrzydUli" - w "prestiżowym domu mody Febo&Dobrzański (niczym Viktor&Rolf)".

Jednak podmuch wielkiego świata nie może być zbyt silny. Np. serial o polskich milionerach, zdaniem Ilony Łepkowskiej, już nie byłby popularny. - Bo pokazuje obcy nam świat. Ludzie oglądają "Modę na sukces" dlatego, że to produkcja zagraniczna. Pokazana w niej rzeczywistość jest dla nich ciekawa przez to, że jest daleka, trochę jak rzeczywistość Eskimosów - mówi autorka sukcesu "M jak Miłość".

Kobieta-bohater

Julia Kamińska, odtwórczyni głównej roli w „BrzydUli” przyjeżdża do warszawskiej kawiarni „Szpulka” prosto z próby. - Dostałam list od czytelniczki - oznajmia, szperając w torebce. Na kopercie - ładnie wykaligrafowane nazwisko aktorki, w środku - kilka kartek zapisanych ręcznie. „Robimy w domu album rodzinny z » BrzydUli «. Wycinamy z córką z gazet wszystkie artykuły i zdjęcia...” - pisze fanka spod Kielc. - O, Boże! Nawet moja rodzina tego nie robi - dziwi się Julia.

Świat polskich seriali, to przede wszystkim świat kobiet. Nie przypadkiem, bo to one stanowią od 53 do 68 proc. serialowych widzów (jedynie "Świat według kiepskich" gromadzi przed ekranami więcej mężczyzn - 48,4 proc.). Nawet seriale kryminalne cieszą się większą popularnością wśród pań.

Scenarzyści niekiedy określają je jako "widzki". Czego chcą? - Serialu wyprodukowanego w Polsce, ze znanymi polskimi aktorami - uważa Piotr Jasek, szef scenarzystów pracujących nad serialem "BrzydUla". - Najlepiej, jeśli bohaterem jest kobieta, bo one chcą się z kimś identyfikować.

Dobrze, jeśli serialowa bohaterka pokonuje mężczyzn. - Ma problemy w pracy i koniecznie w życiu uczuciowym, bo miłość jest nieśmiertelna. Bohaterka "BrzydUli" przeżywa miłość, która jest niemożliwa do spełnienia - brzydka dziewczyna ze wsi zakochuje się w pięknym, mądrym, bogatym Marku, który ją oszukuje. A widzowie jej kibicują - opowiada Jasek.

Trudną miłość przeżywała główna bohaterka serialu TVN "Magda M.". Lucy Wilska w "Ranczu" zakochuje się w artyście, który jest alkoholikiem. Z kolei Gosia w "Domu nad rozlewiskiem" ma problemy w związku i traci pracę.

- Nie zgadzam się z tym. Może to się sprawdza w telenowelach, ale to tylko jeden z rodzajów seriali. A gatunków serialowych mamy dużo więcej - podkreśla Grzegorz Łoszewski, scenarzysta takich seriali, jak "Ojciec Mateusz" (TVP1) czy "Kasia i Tomek" (TVN). Dzisiejszy miks serialowy polskich stacji telewizyjnych - poza telenowelą - zawiera zazwyczaj serial obyczajowy, komediowy (albo sitcom), sensacyjny oraz familijny. - Jak oglądam "Doktora House'a" czy "Chirurgów", to widzę, że ich siła polega właśnie na łamaniu pewnych schematów.

Nie wzywajmy pana Boga na daremnie

Są to jednak seriale amerykańskie. A łamanie schematów nie jest silną stroną polskich stacji.

Monika jest scenarzystką jednego z seriali, który co wieczór gromadzi przed ekranami 3 mln widzów. To przyzwoity wynik, stacja jest zadowolona. Zespół w którym pracuje Monika regularnie ogląda "W labiryncie". - Na YouTube są chyba wszystkie odcinki. Warto to sobie odświeżyć - przekonuje z laptopem na kolanach.

To był pierwszy rodzimy tasiemiec, składał się ze 120 odcinków, które telewizja państwowa pokazywała w latach 1988-1991. Jego bohaterka, Ewa Glinicka jest po medycynie i pracuje w Pracowni Farmakodynamiki Instytutu Farmakologii Klinicznej. Podobnie, jak jej współczesne koleżanki ma problemy w życiu zawodowym i prywatnym. Jest w ciąży z narzeczonym, który już nie żyje. Dookoła szare bloki z wielkiej płyty, herbata parzona w szklankach z plastikowym uchwytem, peweksy i baltony. W rodzinie innej bohaterki tasiemca - Krystyny Duraj - pojawiła się zdrada.

Czego mogą szukać w jej historii spece, opowiadający nam o problemach współczesnych kobiet?

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    70 głosów