Biznes Ludzie Pieniądze

Granica Gazpromu kończy się na Odrze

Andrzej Kublik
28.12.2009 , aktualizacja: 28.12.2009 20:43
A A A Drukuj
Dlaczego w negocjacjach gazowych nie przeniesiono z granicy z Niemiec na granicę z Białorusią punktu rozliczeń tranzytu gazu przez Polskę? Wtedy moglibyśmy ten gaz kupować od zachodnich koncernów
Andrzej Kublik
Fot. Gazeta
Andrzej Kublik


Dlaczego w negocjacjach gazowych nie przeniesiono punktu rozliczeń tranzytu gazu przez Polskę z granicy z Niemcami na granicę z Białorusią? Wtedy moglibyśmy ten gaz kupować od zachodnich koncernów.

Gazprom grozi sankcjami zachodnim koncernom, które w tym roku mocno ograniczyły import surowca z Rosji. Zrobiły tak, bo zapotrzebowanie na gaz spadło w kryzysie, a Rosjanie za swój surowiec liczyli drożej niż konkurencja. Ale długoterminowe kontrakty na import gazu są zawierane na zasadzie "bierz lub płać". To znaczy, że za zamówiony gaz trzeba zapłacić, nawet jeśli się go nie sprowadzi. I z tego powodu Gazprom grozi teraz karami swoim kontrahentom.

Nasz kraj przecina wielka rura tranzytowa z Rosji do Niemiec. Czy tych nadwyżek gazu zamówionego w Rosji zachodnie koncerny nie mogłyby sprzedać w Polsce z tranzytowej rury? Nic z tego. Bo gaz w tej rurze w poprzek całej Polski należy do Gazpromu. Rosyjski koncern sprzedaje go swoim kontrahentom dopiero w Mallnow w Niemczech, tuż za granicą z Polską.

Nie byłoby takiej bariery, gdyby Gazprom sprzedawał gaz zachodnim koncernom na początku gazociągu tranzytowego, w Kondratkach, tuż za granicą Polski z Białorusią. Wtedy na terenie całej Polski zachodnie koncerny byłby właścicielami gazu sprowadzanego z Rosji i mogłyby swobodnie nim dysponować, np. sprzedać PGNiG.

Prawie rok rządy Polski i Rosji oraz PGNiG i Gazprom negocjowały kontrakt o zwiększeniu i wydłużeniu dostaw gazu z Rosji. Wiadomo też, że Rosjanie wynegocjowali dla siebie zmniejszenie opłat za tranzyt gazu do Niemiec. Rządowe porozumienia w tej sprawie zostały parafowane w połowie grudnia.

Czy polska strona skorzystała z tak rozległych negocjacji, by przesunąć z Mallnow do Kondratek punkt, w którym Gazprom przekazuje swój surowiec firmom z UE?

- Sprawa ta była poruszana w czasie negocjacji międzyrządowych, ale nie stanowiła przedmiotu negocjacji - powiedział "Gazecie" wicepremier Waldemar Pawlak na konferencji prasowej w połowie grudnia.

Biuro prasowe Ministerstwa Gospodarki przyznaje, że zachodnie koncerny nie chciały sprzedać PGNiG gazu z tranzytowej rury, bo "prawdopodobnie jest on własnością Gazpromu aż do punktu odbioru w niemieckim mieście Mallnow i może być objęty klauzulą zakazu reeksportu". Resort nie wyjaśnił, dlaczego nie próbował tego zmienić.

PGNiG przekazało "Gazecie", że o możliwościach zakupu gazu z tranzytowej rury od zachodnich koncernów informowało w połowie roku rząd. Ale koncern nie ujawnia, co było w tej informacji i jak na tę inicjatywę zareagował Gazprom.

"Rozmawialiśmy w I połowie 2009 r. ze wszystkimi firmami europejskimi. Proponowaliśmy zakup z punktem odbioru w Polsce z gazociągu tranzytowego. Każdy z kontrahentów warunkował taką umowę zgodą Gazpromu" - powiedział "Gazecie" prezes PGNiG Michał Szubski. Sugerował, że Zachód odwrócił się do nas plecami: "Niezależnie od deklaracji o solidarności energetycznej wszystkie europejskiej firmy gazownicze robią wielkie interesy z Gazpromem. (...) zaryzykują swoją pozycję negocjacyjną, by sprzedać miliard metrów Polsce? Nie żartujmy!" - mówił Szubski.

Ale to nie była gazowa Jałta. Zachodnie koncerny nie mogły handlować cudzą własnością. I nie widać, by polscy negocjatorzy starali się to zmienić i przesunąć granicę Gazpromu na granicę UE, czyli Polski i Białorusi.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy