Alarm podniósł premier Słowacji Robert Fico. Wczoraj ogłosił, że dostał ostrzeżenie od Komisji Europejskiej, która została oficjalnie uprzedzona przez ministra energetyki Rosji Siergieja Szmatko o możliwości "zawieszenia dostaw ropy do rafinerii". - Wzrosło ryzyko wstrzymania dostaw od 1 stycznia, a najbardziej narażone są trzy państwa UE:
Węgry, Słowacja i
Czechy - powiedział Fico. Rząd w Bratysławie stwierdził, że do wstrzymania dostaw mogą doprowadzić "nierozwiązane przez Rosję i Ukrainę problemy z tranzytem ropy".
Ukraina stawia warunki nie do przyjęcia w sprawie tranzytu rosyjskiej ropy rurą z Brodów do terminalu portowego w Odessie - zarzucił wczoraj Nikołaj Tokariew, szef państwowego koncernu Transnieft, który ma monopol na
eksport ropy z Rosji ropociągami. Według Tokariewa cytowanego przez agencję Reuters, Kijów chce podnieść opłaty za tranzyt ropy, a także dostać gwarancje na tranzyt ropy przez Brody i Odessę. - Negocjacje trwają i mam nadzieję, że zakończą się do Nowego Roku. Ale jeśli Ukraińcy będą obstawać przy swoim, to zrewidujemy nasze plany tranzytu ropy - powiedział Tokariew. W ostatni piątek Transnieft już zapowiedział paru firmom handlującym rosyjską ropą, by od stycznia wstrzymały tranzyt przez Odessę.
Ze strony Ukrainy nie ma żadnych zagrożeń - broni się Kijów. Kontrakt na tranzyt rosyjskiej ropy do Czech, Słowacji i na Węgry ropociągiem "Przyjaźń" jest ważny do 2019 r. i tylko pewne szczegóły aktualizuje się co rok - przypomniał ukraiński koncern paliwowy Naftohaz. - Kontrakt podpisano w 2004 r. i chcielibyśmy wnieść do niego poprawki - powiedział rzecznik Naftohazu Siergiej Zinkiewicz i przyznał, że Kijów chciałby gwarancji od Rosji w sprawie wielkości tranzytu. Politycy w Kijowie wykluczali jednak jakikolwiek szantaż w tej sprawie.
- Ukraina nie zablokuje tranzytu i wypełni swoje zobowiązania. Nawet jeśli negocjacje nie zostaną zakończone do końca roku, to ze strony Ukrainy nie będzie żadnych przeszkód w tranzycie ropy w kierunku Słowacji, Czech i Węgier - zapewniał Bohdan Sokołowski, doradca prezydenta Wiktora Juszczenko ds. bezpieczeństwa energetycznego.
Występujący anonimowo przedstawiciel KE powiedział agencji Reuters, że nie powinno być problemu w razie wstrzymania dostaw, bo państwa Europy Środkowej mają dostateczne rezerwy ropy. Ale nie jest jasne, czy Rosjanom chodzi tylko o zbicie kosztów tranzytu ropy przez Ukrainę czy też o zablokowanie planów wykorzystania ropociągu Odessa-Brody do dostaw konkurencyjnej ropy znad Morza Kaspijskiego do Europy. Jeszcze na początku grudnia Tokariew mówił o tych obawach dziennikowi "Kommiersant". A w zeszłym tygodniu Kijów podpisał 3-letnią umowę na zakupy do własnych rafinerii ropy z Azerbejdżanu, z dostawą przez Odessę.
Wstrzymanie dostaw do Czech mogłoby uderzyć w rafinerie czeskiego koncernu Unipetrol kontrolowanego przez PKN Orlen. - Nie otrzymaliśmy żadnych oficjalnych informacji w sprawie ewentualnego wstrzymania dostaw z Rosji - powiedziała "Gazecie" Beata Karpińska z biura prasowego Orlenu. Dodała, że gdyby tak się stało, to czeska spółka Orlenu może sprowadzać ropę rurą z Niemiec i korzystać z zapasów ropy w Czechach. - Nawet jeśli ziszczą się nieoficjalne zapowiedzi przerwania dostaw, to jesteśmy w stanie zapewnić ciągłość dostaw surowca i produkcji naszym czeskim rafineriom - zapewnia Karpińska.
Analitycy cytowani przez agencję Reuters obawiają się rozszerzenia konfliktu także na tę część ropociągu "Przyjaźń", którą przez Białoruś rosyjska ropa płynie do rafinerii w Polsce i Niemczech wschodnich. Tak stało się już dwa lata temu, kiedy
Moskwa chciała zmusić Mińsk do płacenia podatku akcyzowego od sprowadzanej z Rosji ropy. Po wstrzymaniu tranzytu do wszystkich rafinerii w Europie Środkowej, Białoruś zgodziła się na stopniowe wprowadzenie akcyzy od ropy. Ale konflikt znów nabrzmiewa. Bo od przyszłego roku Białoruś powinna płacić cło za rosyjską ropę już bez żadnej ulgi. Mińsk zabiega o odroczenie tych planów, ale Moskwa nie zgadza się. Negocjacje mają zakończyć się przed Nowym Rokiem.