Choćby dlatego, że coraz częściej mamy do czynienia z sytuacjami, w których klient do salonu przyjdzie tylko pooglądać. Wybierze towar, który mu pasuje, ale kupi go już znacznie taniej w internecie. A w branży wyposażenia łazienkowego różnice w cenie mogą sięgać kilkudziesięciu procent.
Z tego punktu widzenia można zrozumieć producentów, którzy w jakiś sposób starają się chronić tradycyjny kanał sprzedaży, choćby dając gwarancję na towar kupiony w internecie na rok, a w zwykłym sklepie - na pięć lat. Ale próba zatrzymania obniżek cen w internecie to ślepa uliczka. Rynek nie lubi tego typu zachowań, a mogą się one zemścić na producencie. Bo gdy klienci się zorientują, wybiorą takiego producenta, który restrykcji nie stosuje.
Tradycyjne sklepy mogą walczyć z internetem w inny sposób - albo same zakładać działalność w sieci, albo dać klientowi coś ekstra. Postawić na doradztwo, może w cenie dorzucić projekt łazienki etc.Warto zwrócić też uwagę na to, jak ten problem starają się rozwiązać firmy, które handlują jednocześnie w sieci i normalnych sklepach. Niegdyś Vobis stosował inne ceny w sieci, a inne w sklepach. Ostatecznie jednak zrezygnował, bo wprowadzało to zbyt wiele zamieszania u klientów. Inny duży gracz z branży komputerowej - Komputronik - ma strategię, by niektóre produkty sprzedawać tylko w salonach sprzedaży, a inne - tylko w sieci.
Piotr Jarosz jest właścicielem serwisu Sklepy24.pl i obserwatorem branży e-handlu.
Przeczytaj artykuł o tym procederze