Poniedziałkowy wyrok Sądu Apelacyjnego w
Warszawie jest precedensowy, bo po raz pierwszy w historii powojennej Polski sąd prawomocnie uznał, że należy się odszkodowanie za obligacje II RP, które nie zostały przez państwo wykupione po 1945 r.
Tomasz Górniak, prezes Stowarzyszenia Posiadaczy Przedwojennych Obligacji, otrzyma 191 tys. zł za obligacje Państwowej Renty Ziemskiej z 1936 r. o nominale 90 400 przedwojennych złotych. Sąd ustalił ich aktualną wartość w oparciu o kurs złota w NBP, ale przyznał Górniakowi jedynie 20 proc. odszkodowania. Czyli tyle, ile przysługuje za mienie zabużańskie pozostawione na wschodzie. Górniak nie krył rozgoryczenia, bo pół roku temu Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał mu 50 proc.
- Jestem niezadowolony. Już 50 proc. odszkodowanie było krzywdzące, a co dopiero 20 proc. - powiedział nam po rozprawie Górniak.
Wczoraj wystąpił o uzasadnienie wyroku. - Skłaniam się ku złożeniu kasacji do Sądu Najwyższego i noszę się z myślą o skierowaniu sprawy do Trybunału w Strasburgu - twierdzi Górniak. Na razie nie chce mówić, czego konkretnie mógłby się w skargach domagać od skarbu państwa.
Działania podjął także minister finansów, który przegrał przed sądem apelacyjnym. Również wystąpił już do sądu o uzasadnienie wyroku.
Czy będzie skarga kasacyjna ze strony ministerstwa?
- Jakiekolwiek dalsze decyzje ze strony skarbu państwa - ministra finansów - w przedmiotowej sprawie zostaną podjęte po zapoznaniu się z uzasadnieniem wyroku - przekazało nam biuro prasowe resortu.
Dotychczas tylko raz posiadaczowi przedwojennych papierów udało się odzyskać pieniądze. W 2003 r. sąd zdecydował, że kombatant z Podlasia otrzyma ponad 33 tys. zł odszkodowania. Resort finansów tłumaczył wtedy, że taki wyrok zapadł jedynie ze względów czysto proceduralnych, bo urzędnicy zbyt późno się odwołali i wyrok zdążył się uprawomocnić.
Do tej pory przed sądami odbyło się ponad 100 spraw o wykup obligacji i ok. 1000 posiedzeń w sprawie potencjalnej ugody. Powództwa sądy oddalały ze względu na przedawnienie (zdecydowana większość przypadków) lub znikomą wartość przedmiotu sporu (kilkanaście).
Co z innymi obligacjami? Każda emisja ma swoje warunki wykupu. Zatem wyrok dla Górniaka nie oznacza automatycznie dla
budżetu konieczności wypłaty odszkodowań innym posiadaczom przedwojennych papierów. Zdaniem Górniaka szansą dla innych jest udowodnienie, że przedawnienie nastąpiło z winy skarbu państwa.
Nikt nie wie dokładnie, ile pięknie wydrukowanych przedwojennych obligacji leży jeszcze w szufladach. Pewne jest, że II RP dużo pożyczała, bo zniszczony kraj miał ogromne potrzeby inwestycyjne. Po reformie walutowej Władysława Grabskiego w 1924 r. rządowe papiery były uznawane za pewną i dochodową lokatę kapitału. Kupowano je też z pobudek patriotycznych, bo finansowały modernizację przemysłu i armii. Przed 1 września 1939 r. niewykupione obligacje miały nominał ok. 2 mld ówczesnych złotych. Część została zniszczona w czasie wojny, część po 1945 r., bo władza ludowa wysyłała je do wytwórni papieru jako makulaturę.
W pierwszych latach po wojnie rejestrowano papiery wartościowe. W latach 70. potajemnie wykupiono kilka emisji, bo było to warunkiem uzyskania przez Polskę pożyczek na Zachodzie. Rząd wydał na tę operację ok. 40 mln dol. Na przełomie lat 80. i 90., gdy III RP przystępowała do masowej emisji obligacji dla ludności, też prowadzono rejestrację papierów w Banku Gospodarstwa Krajowego.