Według pomysłu brytyjskiego rządu, nowa ustawa ma zmusić operatorów internetowych do wysyłania swoim klientom ostrzeżeń, jeśli zostaną oni przyłapani na nielegalnym dzieleniu się muzyką czy filmami. Jeśli ostrzeżenie nie zadziała, a internauta znów zostanie przyłapany na piractwie, operator najpierw ma mu zmniejszyć na jakiś czas szybkość łącza, a potem - odciąć dostęp do internetu, tymczasowo lub na stałe. Nad ustawą trwają prace w parlamencie, może wejść w życie najwcześniej w 2011 r.
Operatorzy protestują - według ich wyliczeń,
o których pisze "The Times", takie metody spowodują, że cena rocznego abonamentu na internet pójdzie w górę o 25 funtów.
A operatorzy nie chcą za to płacić. I ostrzegają wyraźnie, że przerzucą koszty na klientów.
- Klienci szerokopasmowego internetu nie powinni składać się na pomoc dla branży muzycznej. Jeśli ktokolwiek sądzi, że warto wydawać tak wielkie kwoty na wprowadzanie podobnych środków, to niech on opłaci ustawę, a nie konsument - mówi Charles Dunstone, szef Carphone Warehouse, do którego należy TalkTalk, największy dostawca internetowy na Wyspach.
W podobnym tonie wypowiada się BT, które rządowe plany określa jako "zbiorową karę, która urąga poczuciu sprawiedliwości"
Rząd zaś przedstawia jedynie wyliczenia, ile kosztowałaby operatorów wstępna kampania z listami do internautów - dodatkowo 1,4 funta na klienta. Jednocześnie pisze, że podwyżka abonamentu o taką kwotę mogłaby spowodować, że z internetu zrezygnowałoby 40 tys. gospodarstw domowych.
Szacuje, że takie działania przyniosłyby branży fonograficznej i filmowej dodatkowo 1,7 mld dol. przychodów ze sprzedaży w ciągu najbliższych 10 lat, a do
budżetu państwa wpłynęłoby - z tytułu podatku VAT - ok. 350 mln funtów.
- Niektóre koszty będą ponosi właściciele praw autorskich, niektóre - operatorzy. Ogólne skutki pozytywne tej ustawy dla kraju znacznie przewyższają koszty - twierdzą przedstawiciele rządowi cytowani przez "The Times".
Zaś branża fonograficzna dodaje, że jest przekonana, iż "rzeczywiste koszty będą zaledwie ułamkiem kwot podawanych przez operatorów i jednocześnie śmiesznie małe w porównaniu z ich rocznymi przychodami".