Biznes Ludzie Pieniądze

W Nowy Rok Litwa zostanie bez atomówki

Rafał Zasuń
30.12.2009 , aktualizacja: 30.12.2009 19:50
A A A Drukuj
Tego sylwestra pracownicy elektrowni atomowej w Ignalinie zapamiętają na długo, a szampan będzie wyjątkowo gorzki. Dokładnie o 23.00 elektrownia zostanie wyłączona
Pracownik elektrowni w Ignalinie.
Fot. INTS KALNINS REUTERS
Pracownik elektrowni w Ignalinie.
Gazociąg Nord Stream może zablokować polskie porty
Gazociąg Nord Stream może zablokować polskie porty
-Żegnamy się z atomem. Nie wiem, czy na zawsze, czy na jakiś czas - mówił w wywiadzie dla gazety "Ekspress - Tydzień" wieloletni szef siłowni Wiktor Szewałdin.

Elektrownia mogłaby pracować jeszcze 20 lat, ale jej wyłączenie w 2010 r. wymogła na Litwie Unia Europejska w traktacie akcesyjnym podpisanym pięć lat temu. Zainstalowany jest tam radziecki reaktor typu RBMK - ten sam, który z powodu ludzkiej głupoty wybuchł w Czarnobylu. Choć wydano dziesiątki milionów unijnych euro na nowoczesne zabezpieczenia elektrowni, to w negocjacjach Unia wymusiła na Wilnie zamknięcie reaktora.

Dla małego bałtyckiego kraju oznacza to niemalże rewolucję. Ignalina dostarczała ok. 70 proc. prądu, a ponieważ była zbudowana w latach 80., jeszcze w czasach ZSRR, produkowana w niej energia była stosunkowo tania - Wilno nie musiało płacić odsetek od kredytów bankowych, które mocno windują cenę prądu z atomówek. Mieszkańcy Litwy płacili 10 eurocentów za kilowatogodzinę, mniejsze ceny w UE mają tylko Bułgarzy i Estończycy. Era taniej energii właśnie się kończy, już wiadomo, że od stycznia ceny wzrosną o 30 proc., ale to nie koniec podwyżek.

- Będziemy musieli włączyć całą moc w elektrowniach cieplnych i spalać gaz lub mazut, które importujemy z Rosji. O tanim prądzie możemy zapomnieć, a elektrownie cieplne nie zapewnią nam potrzebnej energii i trzeba będzie ją importować od sąsiadów - tłumaczy Szewałdin.

Rosjanie już się szykują na znakomity interes. Litewska spółka-córka państwowego giganta Inter RAO zamówiła już u swojej matki 2,5 mld kilowatogodzin - to ponad jedna czwarta planowanego na 2010 r. litewskiego zapotrzebowania. - Litwa będzie kupować rosyjski prąd, bo jest tańszy niż produkowany na miejscu z rosyjskich surowców - mówi "Gazecie" menedżer z litewskiej spółki energetycznej.

Na zamknięciu Ignaliny zyska też Gazprom, do którego już należy mała elektrociepłownia w Kownie. Oprócz większych dostaw gazu do litewskich elektrowni rosyjski gigant chce wybudować drugi blok gazowy w Kownie o mocy 350 MW.

Litwa będzie też importować prąd z innych krajów bałtyckich oraz Ukrainy - tranzytem przez Białoruś.

Litwini mają powody, żeby pluć sobie w brodę - od 2004 r. zrobili w sprawie swojej energetyki bardzo niewiele. - Mogliśmy się lepiej przygotować, to oczywiste - przyznał we wtorek premier Andrius Kubilius.

Dopiero w tym roku Litwini ogłosili przetarg na budowę nowej elektrowni jądrowej, która ma powstać w Visaginas nieopodal Ignaliny. Jednak pogrążona w kryzysie gospodarczym Litwa nie jest w stanie sama sfinansować budowy - rząd chce więc, żeby strategiczny inwestor objął 51 proc. akcji. Resztę oprócz Litwy mogą dostać partnerzy, czyli państwowe spółki z Łotwy, Estonii i Polski. Nasza PGE ma w styczniu dać ostateczną odpowiedź, czy jest zainteresowana projektem.

Jednak na Litwie przybywa sceptyków, którzy nie wierzą, że elektrownia powstanie. Rosjanie bowiem chcą wybudować swoją atomówkę w obwodzie kaliningradzkim. Ma powstać już w 2015 r., a Rosja chce sprzedawać prąd do Polski, Niemiec i na Litwę. - Przy odrobinie szczęścia elektrownia w Visaginie będzie wybudowana za osiem-dziewięć lat, ale wtedy nie będzie już konkurencyjna - mówi Szewałdin.

- A ja wierzę, że mimo wszystko litewska atomówka powstanie - mówi nam menedżer litewskiej spółki energetycznej. - Zresztą analizy firmy doradczej Rotschild, które zamówił rząd, potwierdzają, że w regionie jest miejsce dla dwóch siłowni - dodaje.

Litwa, podobnie jak Łotwa i Estonia, należy do energetycznego systemu IPS-UPS skupiającego kraje byłego ZSRR. Teraz Wilno chce też szybko połączyć się energetycznie z Europą. Do 2016 r. ma powstać podmorski kabel o mocy 700 MW łączący Litwę ze Szwecją. Ma być przystosowany do podłączania morskich farm wiatrowych, wydajniejszych niż lądowe. A w 2015 ma być też gotowe połączenie z Polską o mocy 600-1000 MW. Dzięki obu kablom na Litwę może trafić prąd ze Szwecji i Polski. Przykład sprawnego działania dała Estonia, która ma już jeden kabel łączący ją z Finlandią, teraz budowany jest drugi.

Optymizmem próbuje natchnąć Litwinów ogromnie popularna prezydent Dalia Grybauskaite. - Zamknięcie Ignaliny oznacza początek niezależności energetycznej. Ignalina przeszkadzała w rozwoju odnawialnych źródeł energii i budowaniu łączników z Europą, a także w rozwijaniu rynku energii - tłumaczyła pani prezydent. Prąd np. z elektrowni wiatrowych będzie droższy, ale po zamknięciu Ignaliny ich budowa zacznie się opłacać.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów