Biznes Ludzie Pieniądze

Bubel roku 2009: Podatek od dochodu, którego nie było

Sylwia Śmigiel
04.01.2010 , aktualizacja: 04.01.2010 16:41
A A A Drukuj
To podatek od dochodu, którego nie było. Co z tego, że kontrahent nie płaci za towar albo usługę? Podatek i tak trzeba zapłacić!
Wybraliśmy bubla roku 2009! To podatek od dochodu, którego nie było. Co z tego, że kontrahent nie płaci za towar albo usługę? Przedsiębiorca podatek i tak musi zapłacić!

Już dwa lata zbieramy buble prawne nadsyłane przez czytelników, które utrudniają życie właścicielom firm i konsumentom. Mamy już ich niemal 10 tys.! I cały czas spływają kolejne. To niesamowita baza danych o absurdach naszej rzeczywistości. Każdy może ją zobaczyć, wchodząc na naszą stronę: www.bubleprawne.org.

Łatwiej jednak buble znaleźć, niż je zlikwidować. Komisja "Przyjazne państwo", do której trafiają nadesłane przez państwa propozycje, po początkowym zapale ugrzęzła w oskarżeniach o lobbing. "Przyjazne państwo" proponuje lobbystom: sami napiszcie projekt ustawy we własnej sprawie. Efekt? Nawet dobry projekt ma teraz marne szanse, bo w opinii posłów wychodzi ze "złej" komisji (pisaliśmy o tym w "Gazecie" dwa tygodnie temu).

Czy Janusz Palikot zmieni tryb pracy komisji? Czekamy i ciągle mamy na to nadzieję.

Tymczasem poprosiliśmy współpracujących z nami ekspertów o wybranie bubla roku 2009. Nominowani? Opisane na łamach "Gazety" przez ostatni rok buble tygodnia. Walka była zacięta, zwyciężył podatek od dochodu, którego nie było. O co chodzi? Nasz czytelnik prowadzi firmę. Kontrahent nie zapłacił mu za faktury 100 tys. zł. Potem ogłosił upadłość. - Mimo to musiałem za wystawione faktury odprowadzić 19-proc. podatek, czyli 19 tys. zł - mówi.

Aby odzyskać pieniądze, wpłacił do sądu wadium, opłacił prawnika. Po dwóch latach wygrał. Teraz komornik ściąga od dłużnika po tysiąc złotych miesięcznie. Odzyskanie całego długu zajmie ponad osiem lat!

- Dlaczego fiskus zagarnął 19 tys. zł podatku od dochodu, którego w rzeczywistości nie miałem - pyta przedsiębiorca?

Eksperci podzielają jego wątpliwości.

- Kiedy kontrahent nie zapłaci za faktury lub upadnie, teoretycznie przedsiębiorca może nie płacić VAT, tylko że jest to przepis w znacznym stopniu martwy - tłumaczy Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, wyjaśniając, że firma, która chce skorzystać z tzw. ulgi za złe długi, musi spełnić siedem bardzo rygorystycznych warunków.

Wiktor Wojciechowski z FOR uważa, że podatek dochodowy - zgodnie ze swoją nazwą - powinien być nakładany na dochód, który faktycznie ktoś uzyskuje. - Tymczasem fiskus często opodatkowuje coś, co bez wątpienia dochodem nie jest - podkreśla Wojciechowski.

A Robert Gwiazdowski z Centrum Adama Smitha uważa, że "podatek od dochodu, którego nie było", to fiskalne barbarzyństwo. Wyjaśnienia fiskusa, że to "podatnik ponosi ryzyko właściwego doboru kontrahentów", określa jako niesmaczne.

Eksperci zdecydowali się też wyróżnić bubla najbardziej przeszkadzającego konsumentom. To mało zaszczytne miano zdobył obowiązkowy meldunek.

- Przepisy nakazują meldować znajomych z zagranicy, jeśli zostają dłużej niż cztery dni w twoim domu. Trzeba też wymeldowywać się i meldować z powrotem, jeśli opuszcza się kraj na dłużej niż trzy miesiące - skarżą się czytelnicy.

W dzisiejszych czasach meldunek sprawia jednak więcej kłopotów, niż daje korzyści. Przykłady? Wiele decyzji dotyczących np. rozbudowy szkół albo dróg jest podejmowanych na podstawie danych dotyczących liczby osób zameldowanych, a nie faktycznie zamieszkałych. - W niektórych dzielnicach Warszawy różnica pomiędzy zameldowanymi a mieszkającymi to nawet 50 proc. - mówi Piotr Jaworski, ekspert KIG.

Z kolei Jakub Bojanowski z firmy doradczej Deloitte zauważa, że instytucje komercyjne, np. banki, nie bardzo wierzą danym meldunkowym. I oprócz adresu zameldowania w banku podajemy drugi adres - do korespondencji.

- Meldunek daje urzędnikom złudzenie, gdzie szukać danej osoby. A przepis nie przystaje do dzisiejszej sytuacji, kiedy ludzie intensywnie podróżują, często zmieniają pracę, zmieniają mieszkania, pracują za granicą - uważa Arkadiusz Protas, wiceprezes Business Center Club, dodając, że to przepis nieżyciowy, rodem z PRL.

Rząd Donalda Tuska już obiecywał likwidację obowiązkowego meldunku. Miał on zniknąć w ubiegłym roku. Z planów nic nie wyszło, bo trzeba w tym celu zmienić aż... 200 ustaw.

- Z punktu widzenia teorii prawa nie ma nic gorszego niż nakładanie na obywatela obowiązków, które są nieegzekwowalne lub pozbawione głębszego uzasadnienia. To zniechęca do przestrzegania prawa w ogóle - przekonuje Henryk Michałowicz, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów