Biznes Ludzie Pieniądze

Piątka na kryzys: Koniunktura na świecie się ochłodzi

Witold Gadomski
2010-01-04, ostatnia aktualizacja 2010-01-03 22:24

Przez kryzys przeszliśmy suchą stopą dlatego, że mieliśmy mnóstwo szczęścia. Jeśli zreformujemy finanse publiczne, może nas czekać złota polska dekada szybkiego wzrostu.


Stefan Kawalec
Stefan Kawalec
Ryszard Petru
Ryszard Petru
Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki
Krzysztof Rybiński
Krzysztof Rybiński
Witold Orłowski
Witold Orłowski
Dlaczego Polska jest jedynym krajem w Europie, który w roku 2009 osiągnął wzrost, i jakie zjawiska w gospodarce w ostatnim roku najbardziej panów zaskoczyły?



Witold Orłowski: Wzrost gospodarczy Polski w tym roku wynika z gigantycznego szczęścia, jakie mieliśmy. Na naszą korzyść zadziałały: ¨ osłabienie złotego, ale nie za mocne, ¨ brak problemów w sektorze bankowym, ¨ stosunkowo duża elastyczność rynku pracy. To ostatnie jest największą niespodzianką. Mówię o elastyczności rzeczywistej, a nie formalnej, wynikającej z przepisów prawa pracy.

Dużą rolę odegrał napływ funduszy europejskich. Cały czas trwa proces przenoszenia produkcji z Europy Zachodniej do nowych krajów Unii, w wyniku czego produkcja przemysłowa na Zachodzie spadła silniej niż u nas. Doszedł efekt free ridera - niemiecki rząd zachęcał swoich obywateli do wymiany starych samochodów i część tego popytu przeniosła się do Polski. Mieliśmy też szczęście, że kryzys nie przyszedł później. Gdyby sektor bankowy szalał z kredytami tak jak w poprzednich latach, również u nas doszłoby do powstania bąbla spekulacyjnego.

Rząd i Narodowy Bank Polski nie zrobiły poważnych błędów w polityce gospodarczej, co nas różni od wielu krajów. Do tego dochodzi stosunkowo mała zależność od eksportu, w związku z czym załamanie się handlu światowego nie dotknęło tak mocno polskiej gospodarki.

Bardzo się cieszę, że udało nam się uniknąć recesji, ale widzę w tym też pewne zagrożenie. Mam obawę, że w efekcie wzrośnie w Polsce przekonanie, że nasza gospodarka jest odporna na wszelkie kryzysy. A tak nie jest. Po prostu mieliśmy nieprawdopodobne szczęście.

Wszyscy obawialiśmy się też, pamiętając, co się działo w czasie spowolnienia gospodarczego w latach 2001-03, że bezrobocie będzie rosło szybko. A okazało się, że w sektorze prywatnym pracownicy i pracodawcy dochodzili do porozumień płacowych, by utrzymać miejsca pracy.

Dlaczego ten szczęśliwy zestaw czynników wystąpił w Polsce, a nie na przykład w Czechach, które też mają płynny kurs walutowy i dość zdrowe finanse publiczne?

Krzysztof Rybiński: Polska jest w porównaniu z Czechami i większością innych krajów Unii Europejskiej gospodarką mało otwartą. Stosunek obrotów handlowych do PKB w Czechach, na Słowacji, Węgrzech to około 160 proc., w Polsce - 80 proc. Światowa recesja doprowadziła do załamania się globalnego handlu. Nas to bolało dwa razy mniej niż inne kraje w regionie. Jesteśmy gospodarką dużo mniej "lewarowaną" niż czeska lub słowacka. Udział kredytów w PKB to jakieś 50 proc., w Czechach - około 80 proc. Złoty osłabił się nieporównanie bardziej niż korona czeska, co pozwoliło polskim eksporterom zachować, a nawet zwiększyć marże przy sprzedaży towarów za granicę, a tym samym mogli utrzymać zatrudnienie. Silna jest też w Polsce konsumpcja. Z diagnozy profesora Janusza Czapińskiego wynika, że Polacy kryzysu w ogóle nie dostrzegli.

Najbardziej zaskoczyła mnie sytuacja banków. Przed rokiem większość ekonomistów stawiała tezę, że spółki-matki odetną finansowanie spółkom-córkom. Tak się nie stało, choć kredyt dla przedsiębiorstw po uwzględnieniu efektu kursu walutowego spadł w porównaniu z grudniem 2008 r.

Mateusz Morawiecki: Mimo wielu głosów krytycznych wobec instytucji państwowych rząd, KNF i NBP nie popełniły większych błędów. Wdrażały rozwiązania, które były dobre dla sektora bankowego nie tyle z punktu widzenia jego rentowności, ale bezpieczeństwa. To przełożyło się na wzrost optymizmu konsumentów, którzy wierzyli, że ich depozyty są bezpieczne. Istotną nowością tego okresu była dobra współpraca między administracją centralną i bankami. To przyczyniło się, po pierwsze, do zrozumienia wzajemnych intencji, a po drugie, do wypracowania najbardziej efektywnych rozwiązań.

Dużą rolę odegrała też lepsza absorpcja funduszy unijnych. A kolejne dobre informacje gospodarcze uruchamiały mechanizm samosprawdzającej się prognozy: banki, przedsiębiorstwa i konsumenci zaczęli wierzyć, że recesji da się uniknąć, co stało się samoczynnym elementem wzrostu gospodarczego.

Pozytywną niespodzianką jest niższy poziom złych kredytów. Przypomnę, że podczas poprzedniego kryzysu na początku dekady nieregularnie spłacane kredyty stanowiły 23 proc. wszystkich, dziś ponad trzy razy mniej, bo tylko 7 proc. Jest też dwa razy mniej rezerw na złe długi niż podczas poprzedniego spowolnienia gospodarki. W porównaniu z tamtym okresem poziom bezrobocia jest dużo niższy, a ludzie mają więcej gotówki. Przedsiębiorstwa lepiej zarządzają inwestycjami, a podczas restrukturyzacji firmy w bardziej otwarty i profesjonalny sposób współpracują z bankami. W związku z tym jest trzy razy mniej bankructw niż przy poprzedniej fali kryzysu.

W Polsce nie doszło do przeinwestowania, poza sektorem nieruchomości. To nas różni od innych krajów, choćby Węgier, Czech, krajów bałtyckich. Aby jeszcze lepiej wykorzystać nasze położenie, warto znacznie usprawnić system wydawania zezwoleń związanych z inwestycjami.

Ryszard Petru: Niemcy martwią się, że mają za niską konsumpcję i ich gospodarka jest zbyt zależna od eksportu. Z kolei Amerykanie w ostatnich latach za dużo konsumowali. Na tym tle my mamy korzystne proporcje: konsumpcja - inwestycje - eksport. Kluczową sprawą dla uniknięcia recesji w Polsce jest brak bąbli spekulacyjnych. Wprawdzie akcje na giełdzie mocno spadły, ale z powodu małego zaangażowania w tego rodzaju inwestycje Polacy stracili stosunkowo mało.

Banki i przedsiębiorstwa wyciągnęły lekcję z lat 2001-02. Przedsiębiorstwa zachowały się bardzo rozsądnie. Już w III kwartale 2008 r. zredukowały skalę inwestycji. Banki bardziej elastycznie podeszły do problemów przedsiębiorstw. Podjęły próby restrukturyzacji zadłużenia, poczynając od opcji, tak by nie doprowadzić do upadłości. Rozsądna reakcja przedsiębiorstw przełożyła się na rynek pracy. Bezrobocie rośnie znacznie wolniej, niż się spodziewaliśmy. Redukcja oczekiwań płacowych w kraju, w którym związki zawodowe mają długą tradycję wystąpień roszczeniowych, była kolejną niespodzianką. Już w I kwartale 2009 dynamika płac mocno przyhamowała.

Zaskakujące było to, że spadł kredyt obrotowy dla przedsiębiorstw, ale nie kredyt inwestycyjny. Nastąpił dość głęboki spadek inwestycji prywatnych w gospodarce, ale był równoważony przez wzrost inwestycji publicznych. To jest jeden z tych szczęśliwych zbiegów okoliczności, o których mówił profesor Orłowski. Machina inwestycji infrastrukturalnych ruszyła w okresie kryzysu. Czesi, Węgrzy i Słowacy już dawno wybudowali autostrady, a my robimy to właśnie teraz.

Zaskakujące są też wyniki przedsiębiorstw niefinansowych. Zyski są wyższe niż w ubiegłym roku, co częściowo można tłumaczyć osłabieniem złotego. Niemniej jednak taka sytuacja w okresie uważanym za kryzysowy jest co najmniej nietypowa. Wynik sektora bankowego będzie niższy jedynie o 30 proc., i wyniesie około 10 mld zł, co wydaje się spadkiem nieznacznym. Na początku roku niektórzy przewidywali ujemny wynik sektora bankowego. Pozytywnie zaskakuje też poziom kredytów hipotecznych, które były postrzegane jako główne zagrożenie dla stabilności naszego kraju. Kredyty hipoteczne są najlepiej obsługiwaną kategorią kredytów, a jedynie 1,6 proc. jest nieregularnych. Kredyty we frankach szwajcarskich mają jeszcze niższy poziom niespłacalności.

W gospodarce światowej najbardziej zdumiewająca było szybka poprawa sytuacji banków. Pozyskanie kapitałów nie jest już problemem, czego przykładem jest emisja akcji PKO BP. Jeszcze pół roku temu wydawało się, że banki nie będą w stanie dokapitalizować się, pozyskując fundusze na rynku. Tymczasem większość banków, które otrzymały rządową pomoc, już ją spłaciła.

MM: Kredytom hipotecznym zaciąganym we frankach szwajcarskich pomogła obniżka stóp procentowych przez bank szwajcarski, dzięki czemu koszt obsługi kredytu mimo deprecjacji złotego zwiększył się nieznacznie. Bez obniżek stóp około miliona polskich gospodarstw domowych miałoby problemy ze spłatą. Ważne, abyśmy o tym pamiętali i podchodzili do kredytów walutowych z dużą ostrożnością. Musimy tę lekcję odrobić i nie dmuchać kolejnych spekulacyjnych baniek.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.9

37 głosów