Chińscy użytkownicy
iPhone'ów nie ściągną cytatów z Dalajlamy. Nie znajdą też aplikacji dotyczących liderów Ujgurów, chińskiej mniejszości muzułmańskiej.
Apple to kolejny koncern, który w zamian za możliwość rozwijania biznesu w Chinach współpracuje z władzami.
Microsoft na przykład cenzuruje wpisy blogerów - są blokowane te zawierające słowa: "demokracja", "wolność", "demonstracja".
Google w Chinach blokuje strony pornograficzne oraz zawierające niewygodne dla rządu treści polityczne. Yahoo! posunął się jeszcze dalej. W 2005 r. przekazał władzom wiadomość, którą dziennikarz Shi Tao wysłał ze swej prywatnej skrzynki. Shi opisał w niej, jak rząd instruuje dziennikarzy, aby ci opisywali we "właściwy" sposób obchody 15. rocznicy wydarzeń ma placu Tiananmen.
Shi trafił na dziesięć lat do więzienia. Koncern tłumaczył się, że musiał działać zgodnie z obowiązującym w Chinach prawem.