- Lepsze regulacje to klucz do tego, byśmy w przyszłości byli w stanie uniknąć podobnych katastrof - powiedział szef Banku Rezerw Federalnych w wystąpieniu dla Amerykańskiego Stowarzyszenia Ekonomicznego (American Economic Association) zrzeszającego ekspertów ekonomii z najlepszych amerykańskich uniwersytetów. Bernanke, który ubiega się o kolejną kadencję, broni prowadzonej przez Fed polityki utrzymywania niskich
stóp procentowych, która zdaniem wielu ekonomistów doprowadziła do nadpodaży pieniądza na rynku i wytworzenia się baniek spekulacyjnych. Jego zdaniem odpowiedzialność po stronie twórców polityki monetarnej jest znikoma - dowodem jest to, że ceny
nieruchomości rosły również w Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii czy Szwecji, które utrzymywały znacznie wyższe
stopy procentowe. Zdecydowanie większy w ocenie Bernankego wpływ na gwałtowny wzrost cen miał napływ kapitału z Chin i innych krajów Południowo-Wschodniej Azji, a także panujące wśród banków, inwestorów i indywidualnych klientów przekonanie, że nieruchomości będą zawsze drożeć: - Przez długi czas wzrost cen mieszkań okazywał się samospełniającą się przepowiednią, ale w pewnym momencie okazało się, że takie ceny nie mogą zostać utrzymane i przyszło załamanie.
Bernanke w Atlancie przekonywał ekonomistów, że jeśli
inflacja w Stanach zacznie rosnąć i zagrażać stabilności cen, to Fed nie zawaha się przed zaostrzeniem polityki monetarnej i podwyżkami stóp procentowych. Zapewniał też, że w swoich decyzjach
bank centralny będzie niezależny od krótkoterminowych celów politycznych rządu, a przede wszystkim nie posunie się do drukowania pieniędzy po to, by finansować deficyt budżetowy.