Premier Rosji Władimir Putin polecił wczoraj zakończyć konflikt o ceny ropy z Białorusią, który trwa od początku roku. - Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zostaną osiągnięte porozumienia, które będą uwzględniać nasze interesy i prawo obowiązujące w Rosji - powiedział wicepremierowi Igorowi Sieczynowi odpowiedzialnemu za energetykę.
Przez trzy lata Białoruś importowała rosyjską ropę z cłem niższym o dwie trzecie. Od stycznia w cenę ropy miało być wliczone już pełne cło. Ale pod koniec zeszłego roku Białoruś podpisała z Rosją i Kazachstanem umowę o stworzeniu od stycznia unii celnej. Mińsk liczył, że dzięki temu będzie mógł importować ropę w ogóle bez cła tak jak gaz. Jednak rząd Rosji trzy tygodnie temu zgodził się bez cła sprzedawać Białorusi najwyżej 6 mln ton ropy rocznie na własne potrzeby. I nie chciał słyszeć o ulgach celnych na 15 mln ton ropy, z których białoruskie rafinerie produkują paliwa na
eksport.
Negocjacje trwały do ostatnich godzin 2009 r. i zakończyły się fiaskiem. Mińsk oskarżył Moskwę o forsowanie kontraktu niezgodnego z umową o unii celnej. Białoruś twierdzi, że już zapłaciła rosyjskim koncernom 1,2 mld dol. za dostawy ropy w styczniu, która powinna być dostarczona bez cła. Według Rosji cło należy się od całości ropy wysyłanej na Białoruś.
Wczoraj Sieczyn po raz pierwszy pośrednio przyznał, że
Rosja ograniczała już dostawy do białoruskich rafinerii. - W niedzielę zaczęliśmy dostawy do białoruskich rafinerii - powiedział. Tymczasem w niedzielę rosyjskie ministerstwo energetyki, a także białoruski holding paliwowy Biełnieftiechim zaprzeczały doniesieniom agencji Reuters o wstrzymaniu.
Te pogłoski wywołały na świecie obawy, że Rosja wstrzyma tranzyt przez Białoruś ropy do wszystkich rafinerii w Europie Środkowej tak jak trzy lata temu. Na giełdzie w Nowym Jorku baryłka ropy zdrożała wczoraj do 81,22 dol., o 1,9 dol. w ciągu sesji.
Wbrew tym obawom nie było jednak przerw w tranzycie ropy, a Rosja nie uprzedzała UE o takim ryzyku - jak wymaga umowa o "mechanizmie wczesnego ostrzegania" podpisana w listopadzie 2009 r. przez UE i Rosję.
Za to Mińsk zaczął wczoraj straszyć Moskwę wstrzymaniem tranzytu energii do Kaliningradu. Dotąd jedną trzecią energii Kaliningrad importował z litewskiej elektrowni atomowej w Ignalinie. Ale pod koniec zeszłego roku
Litwa wyłączyła elektrownię i teraz Kaliningrad musi importować energię tranzytem przez Białoruś. A tamtejsza firma Biełenergo zarzuca Rosjanom, że nie uzgodnili dotąd umowy tranzytowej. Rosyjski koncern InterRAO JES twierdzi, że Białorusini odrzucali propozycje umowy, domagając się za wysokich opłat. Kolejna runda negocjacji odbędzie się za tydzień - zapowiedziało InterRAO, oskarżając jednocześnie Białorusinów o szantaż.
Zapowiada się ostra walka. Po spełnieniu żądań Moskwy na import rosyjskiej ropy Białoruś wydałaby prawie 9 mld dol. Z tego do
budżetu Rosji trafiłoby 5,6 mld dol., czyli jedna dziesiąta
PKB Białorusi. Takich wydatków nie wyrówna eksport paliw z Białorusi, który w zeszłym roku przyniósł 6,5 mld dol. - podają "Biełorusskije Nowosti". Import rosyjskiej ropy z pełnym cłem zmusi Mińsk do ograniczenia działalności białoruskich rafinerii albo radykalnej obniżki ich wyceny. W obu przypadkach może to zmusić Białoruś do sprzedaży rafinerii za grosze Rosjanom.