Wstępne szacunki Eurostatu potwierdzają, że w Europie znowu zagościła
inflacja. W listopadzie w strefie euro sięgała ona 0,5 proc. w skali roku, w grudniu wzrosła do 0,9 proc. A jeszcze w lipcu Europę męczyła niebezpieczna
deflacja, czyli spadek cen, który w lipcu sięgnął 0,7 proc. w skali roku. Niebezpieczna, bo mogła zniechęcić Europejczyków do zakupów (skoro tanieje, to można kupić później po niższej cenie) i przedłużyć recesję.
Szczęśliwie recesja w Europie oficjalnie się skończyła. W III kw. gospodarki krajów strefy euro urosły o 0,4 proc. w skali kwartału. Pomogły w tym m.in. rządowe programy stymulujące gospodarki. Europę do przodu pociągnął też odradzający się
eksport. Większy popyt sprawił, że producenci mogą sobie pozwolić na dyktowanie wyższych cen. Do tego w górę poszły też ceny ropy.
- Wzrost inflacji i perspektywy dalszych wzrostów w pierwszej połowie 2010 r. nie powinny jeszcze martwić
Europejskiego Banku Centralnego, bo to wynik wzrostu cen energii - uważa Howard Archer, ekonomista IHS Global Insight.
Na razie więc analitycy spodziewają się, że EBC pozostawi stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie - główna wynosi 1 proc. Celem EBC jest utrzymywanie inflacji na poziomie niewiele niższym niż 2 proc.