W tej chwili na rynku jest duży wybór mieszkań, ale przede wszystkim wielopokojowych. To pozostałość po boomie na rynku
nieruchomości. Jednak gorsza koniunktura i utrudniony dostęp do kredytów spowodowały, że na takie
mieszkania nie ma chętnych.
Dlatego obecnie największym wzięciem cieszą się mieszkania mniejsze, dwupokojowe do 50-60 metrów kwadratowych. Zgadzam się, że takie mieszkania będą drożeć, bo deweloperzy zwietrzyli na nich dobry interes, a samych ofert jest niewiele. Dlatego nie dziwi mnie fakt, że np. w
Krakowie ludzie znowu kupują własne lokum na etapie dziury w ziemi.
Żeby sprostać oczekiwaniom rynku, zdarza się, że firmy dzielą gotowe apartamenty na dwa mniejsze mieszkania, ale nie jest to duże zjawisko. W ciągu najbliższych miesięcy może się okazać, że deweloperzy nie będą mieli wyjścia i będą dzielić duże mieszkania. Tym bardziej że z ich perspektywy taki zabieg nie stanowi dużego kosztu.
Cały czas drożeć będą małe mieszkania w dobrych lokalizacjach, w
Warszawie będzie to np. Mokotów. Ceny w mniej atrakcyjnych dzielnicach, chociażby na Białołęce, nie powinny drożeć.
W mojej ocenie deweloperzy będą budować najwięcej mieszkań o powierzchni 40-45 metrów kwadratowych, z których można wydzielić dwa pokoje. Mniejszym uznaniem cieszyć się będą kawalerki, nazywane przez
sprzedawców "studiami" o powierzchni 30-35 metrów.
Mieszkania: znowu kupują dziury w ziemi Aleksandra Szarek-Ostrowska jest analitykiem w firmie doradczej Home Broker