Biznes Ludzie Pieniądze

Rostowskiemu laur. I szpilka

Agata Nowakowska
07.01.2010 , aktualizacja: 07.01.2010 10:03
A A A Drukuj
Nasza "zielona wyspa na czerwonym morzu" pogrążonej w recesji Europy to sukces rządu i ministra Rostowskiego, ale także naszych przedsiębiorców, którzy zaprawili się w bojach i Polaków, którzy nie wystraszyli się kryzysu i buszowali w sklepach
Agata Nowakowska
Fot. Gazeta
Agata Nowakowska
Jacek Rostowski dostał od prestiżowego miesięcznika "The Banker" powiązanego z "The Financial Times" tytuł Ministra Finansów Roku w Europie. To kolejne trofeum w kolekcji ministra, wcześniej uhonorował go np. serwis finansowy "Emerging Markets".

Ta nagroda cieszy, zwłaszcza że jedynym polskim laureatem był dotychczas Leszek Balcerowicz uznany w 2004 r. za najlepszego szefa banku centralnego.

Według Briana Caplena, redaktora "The Banker", Rostowski zdobył nagrodę za "mocne nerwy" i "twórcze strategie" antykryzysowe, szybką reakcję na kryzys, w tym zapewnienie Polsce dostępu do linii kredytowej MFW (20 mld dol.). Polska ze wzrostem gospodarczym ponad 1 proc. i niewielkim, w porównaniu np. z Hiszpanią, wzrostem bezrobocia musiała zrobić wrażenie na bankierach i ekonomistach!

Nasza "zielona wyspa na czerwonym morzu" pogrążonej w recesji Europy to sukces rządu i ministra Rostowskiego, ale także naszych przedsiębiorców, którzy zaprawili się w bojach (zwłaszcza po zapaści w latach 2001-03), i Polaków, którzy nie wystraszyli się kryzysu i buszowali w sklepach.

Zasługą ministra Rostowskiego jest też podtrzymanie wiarygodności Polski. Minister przekonał inwestorów, że nasza gospodarka ma się znacznie lepiej niż łotewska czy węgierska, nie wolno więc nas wrzucać do jednego worka z innymi krajami regionu. Dzięki temu możemy nadal stosunkowo tanio finansować nasz dług - za kupno naszych obligacji nie musimy płacić inwestorom jak za zboże.

Udało się to dzięki "mocnym nerwom" ministra, nieuleganiu apelom opozycji, by na gwałt zwiększać wydatki publiczne dla ożywienia gospodarki. Przykład innych krajów pokazał, że to kosztuje, przybliża groźbę bankructwa, a nie daje oszałamiających rezultatów.

Minister wybrał strategię "pasażera na gapę", może mało elegancką, ale skuteczną. Np. Niemcy wprowadzili ulgę na zakup nowych samochodów, na czym korzystały także polskie fabryki i sprzedawcy.

Jacek Rostowski uparcie powtarzał, że Polska i tak ma swój pakiet stymulacyjny - bo w 2009 r. zmalały stawki podatku dochodowego i ponownie zmalała składka rentowa, a na dodatek Polska jest "dopalana" środkami z Unii Europejskiej, które - dzięki Bogu - coraz lepiej wykorzystujemy.

Sukcesem ministra było też uspokojenie rynku walutowego. Gdy złoty dramatycznie osłabł, Rostowski zaczął wymieniać unijne euro na rynku, wystarał się o elastyczną linię kredytową w MFW. Polska dotąd z niej nie skorzystała, ale to nasza polisa, gdyby jakimś spekulantom zachciało się grać na osłabienie złotego. Przed Jackiem Rostowskim stoi nowe, może trudniejsze wyzwanie. Dochody państwa w kryzysie są mniejsze, a wydatki publiczne nadal duże. Stąd dług Polski poszybował, w tym roku osiągnie zawrotną sumę 740 mld zł. To jakieś 20 tys. na głowę Kowalskiego. Odsetki od tych pożyczek to blisko 35 mld zł rocznie. Tyle, można powiedzieć, wyrzucamy w błoto.

Tę śniegową kulę trzeba powstrzymać. Niestety, rząd i minister Rostowski nie palą się do tego. Powód jest prozaiczny: wybory prezydenckie i parlamentarne. Po co zrażać sobie wyborców, odbierając im - nawet niezasłużone - przywileje? Chodzi o wczesne emerytury czy tani KRUS nawet dla bogatych rolników, którzy nie płacą także składki na zdrowie. Ministrowi łatwiej zrzucać winę na nieprzychylnego prezydenta, który ponoć wszystko i tak by zawetował.

I to jest łyżka dziegciu w beczce miodu. Choć ministrowi szczerze gratulujemy.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy