W interpretacji Rutgera Hauera jest przystojnym jasnym blondynem w średnim wieku. Zna go każdy miłośnik kina, nawet jeśli nie jest jednocześnie miłośnikiem gatunku science fiction - Nexus to tzw. replikant, sztucznie wyhodowana istota, na pierwszy rzut oka przypominająca człowieka, a służąca jako siła robocza w pozaziemskich koloniach. Pojawił się najpierw w powieści Dicka "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?", a potem w kultowym filmie Ridleya Scotta "Łowca androidów" z Harrisonem Fordem.
We wtorek Nexus oficjalnie zaistniał jako nazwa telefonu
Google'a. Różnica jest tylko jedna: Dick stworzył Nexusa-6, amerykański gigant z Mountain View - Nexusa One.
Dla spadkobierców słynnego pisarza nie ma to istotnego znaczenia. Jego córka Isa Dick-Hackett reprezentująca Electric Shepherd Productions oskarża koncern Google o bezprawne wykorzystanie nazwy. Według niej doszło do "oczywistego naruszenia" praw spadkobierców. To nie pierwszy taki przypadek na rynku telekomunikacyjnym. Firma
Motorola musiała porozumieć się z George'em Lucasem, pomysłodawcą sagi "Gwiezdne Wojny", w sprawie nazwy telefonu Droid, którą spółka Lucasfilm wcześniej zastrzegła.
Nexus One ma być odpowiedzią Google'a na
iPhone'a. Zdaniem specjalistów pokonanie urządzenia firmy
Apple może jednak nie być łatwe. Jak zaznacza Tomasz Kulisiewicz z firmy doradczej Audytel, Nexus One to kolejny smartfon z systemem operacyjnym
Android, a ten wciąż nie należy do najpopularniejszych na rynku. Urządzenia działające na Symbianie i Windows Mobile mają zdecydowaną większość rynku i Nexus raczej tego nie zmieni. Kulisiewicz zapewnia też, że na popularność Nexusa wpłynąć może nie tyle jego nazwa, ile logo firmy Google. - Siłą nowego aparatu jest jego marka. Nazwa "Google", która od razu sugeruje łatwy dostęp do wyszukiwarki internetowej, to mocny wabik - mówi Kulisiewicz.