Biznes Ludzie Pieniądze

Jakubas mści się na swoim menedżerze za opcje

Marcin Kącki
07.01.2010 , aktualizacja: 07.01.2010 20:33
A A A Drukuj
147 mln zł żąda Zbigniew Jakubas od swojego menedżera za spekulacje na opcjach. To będzie precedensowy proces: - I ostrzeżenie - grozi biznesmen.
Zbigniew Jakubas
fot. FILIP KLIMASZEWSKI
Zbigniew Jakubas


W grudniu 2008 r. Szymon M., dyrektor finansowy Feroco, małej spółki z branży taboru kolejowego, należącej do giełdowego potentata Zbigniewa Jakubasa poszedł na zwolnienie lekarskie. A pod drzwiami zarządu firmy ustawiły się w kolejce cztery banki: BRE, BZ WBK, Citibank i Svenska z nakazami zapłaty za transakcje opcji walutowych.

Feroco natychmiast zwolniło dyrektora dyscyplinarnie. Zbigniew Jakubas nie chciał dopuścić do upadku swojej małej, acz rentownej spółki, więc oddał w niej 36 proc. udziałów BRE Bankowi. To była częściowa spłata za opcje. Po negocjacjach z innymi obliczył, że stracił 147 milionów złotych. I tyle jego adwokaci domagają się teraz od Szymona M. w pozwie, który kilka dni temu trafił do poznańskiego sądu gospodarczego.

Arkadiusz Protas z Business Centre Club: - A są w stanie to wyegzekwować? - pyta zdumiony.

Raczej nie. Bo niewiele wiadomo o majątku Szymona M., oprócz tego, że mieszka na mało popularnym poznańskim osiedlu - mówimy.

Protas: - To znaczy, że panu Jakubasowi chodzi o sygnał. Chce postraszyć środowisko kadry zarządzającej, by odpowiadali za swoje decyzje.

I sam Jakubas nie ukrywa, że tak to widzi: - Nie liczę na to, że odzyskamy te pieniądze. Ale ten menedżer będzie w środowisku napiętnowany za swoje działanie.

Tyle że sam Szymon M. nie ma zamiaru brać na siebie winy. Złożył pozew w sądzie pracy, gdzie skarży się na bezprawne zwolnienie z Feroco. Reprezentujący go mecenas Wojciech Bąkowski tłumaczy to tak: - Zarząd Feroco doskonale wiedział o tych transakcjach, bo wcześniej opcje przynosiły Feroco zyski. Dopiero gdy tąpnęło w kursach walut, na co mój klient nie miał wpływu, obudzili się ze stratą.

Jakubas się wścieka: - Zarząd dowiedział się o tym chwilę przed tym, gdy dyrektor uciekł na zwolnienie lekarskie. A o zawieranych transakcjach z bankami nikogo nie informował.

Feroco zawiadomiło także prokuraturę, ale ta poprosiła o opinię biegłych i sprawa utknęła.

Kancelaria Sójka&Maciak reprezentująca Feroco zamierza przed sądem udowodnić, że menedżer prowadził grę spekulacyjną, która nie miała nic wspólnego z zarządzaniem firmą. Ma to wynikać choćby z maili, jakie dołączono do pozwu.

W jednym z nich pracownik Citibanku pyta: - Panie Szymonie, czy byłby pan zainteresowany transakcją zabezpieczenia ryzyka kursowego?

Odpowiedź Szymona M.: - Jasne, zawsze się piszę na coś ciekawego!

Przemysław Maciak: - Tyle że w Feroco nie było co zabezpieczać, bo niczego wtedy nie eksportowało.

Opcje, jako instrument finansowy, wymyślono, by zabezpieczały ryzyko straty na wahaniach walut w eksporcie. Ale spekulowały nawet firmy, które niczego za granicę nie sprzedawały. Prywatne, ale i państwowe przedsiębiorstwa chciały zarobić na wahaniach kursowych, a banki zachęcały je do kontraktów, wierząc w mocny kurs złotego. Gdy jesienią 2008 r. zaczął się kryzys, a złotówka osłabła, banki upomniały się o swoje i żądały wypłaty różnic z wahań kursowych. Część polityków i firm chciała ustawowego unieważnienia opcji, ale pomysł upadł krytykowany przez PO i same środowiska biznesu. Większość firm zawarła ugody z bankami. Komisja Nadzoru Finansowego szacuje, że zobowiązania firm z tytułu różnych instrumentów zabezpieczenia ryzyka kursów walut wynoszą ok. 6 mld zł.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów