W grudniu 2008 r. Szymon M., dyrektor finansowy Feroco, małej spółki z branży taboru kolejowego, należącej do giełdowego potentata Zbigniewa Jakubasa poszedł na zwolnienie lekarskie. A pod drzwiami zarządu firmy ustawiły się w kolejce cztery banki:
BRE, BZ WBK, Citibank i Svenska z nakazami zapłaty za transakcje
opcji walutowych.
Feroco natychmiast zwolniło dyrektora dyscyplinarnie. Zbigniew Jakubas nie chciał dopuścić do upadku swojej małej, acz rentownej spółki, więc oddał w niej 36 proc. udziałów
BRE Bankowi. To była częściowa spłata za opcje. Po negocjacjach z innymi obliczył, że stracił 147 milionów złotych. I tyle jego adwokaci domagają się teraz od Szymona M. w pozwie, który kilka dni temu trafił do poznańskiego sądu gospodarczego.
Arkadiusz Protas z Business Centre Club: - A są w stanie to wyegzekwować? - pyta zdumiony.
Raczej nie. Bo niewiele wiadomo o majątku Szymona M., oprócz tego, że mieszka na mało popularnym poznańskim osiedlu - mówimy.
Protas: - To znaczy, że panu Jakubasowi chodzi o sygnał. Chce postraszyć środowisko kadry zarządzającej, by odpowiadali za swoje decyzje.
I sam Jakubas nie ukrywa, że tak to widzi: - Nie liczę na to, że odzyskamy te pieniądze. Ale ten menedżer będzie w środowisku napiętnowany za swoje działanie.
Tyle że sam Szymon M. nie ma zamiaru brać na siebie winy. Złożył pozew w sądzie pracy, gdzie skarży się na bezprawne zwolnienie z Feroco. Reprezentujący go mecenas Wojciech Bąkowski tłumaczy to tak: - Zarząd Feroco doskonale wiedział o tych transakcjach, bo wcześniej opcje przynosiły Feroco zyski. Dopiero gdy tąpnęło w
kursach walut, na co mój klient nie miał wpływu, obudzili się ze stratą.
Jakubas się wścieka: - Zarząd dowiedział się o tym chwilę przed tym, gdy dyrektor uciekł na zwolnienie lekarskie. A o zawieranych transakcjach z bankami nikogo nie informował.
Feroco zawiadomiło także prokuraturę, ale ta poprosiła o opinię biegłych i sprawa utknęła.
Kancelaria Sójka&Maciak reprezentująca Feroco zamierza przed sądem udowodnić, że menedżer prowadził grę spekulacyjną, która nie miała nic wspólnego z zarządzaniem firmą. Ma to wynikać choćby z maili, jakie dołączono do pozwu.
W jednym z nich pracownik Citibanku pyta: - Panie Szymonie, czy byłby pan zainteresowany transakcją zabezpieczenia ryzyka kursowego?
Odpowiedź Szymona M.: - Jasne, zawsze się piszę na coś ciekawego!
Przemysław Maciak: - Tyle że w Feroco nie było co zabezpieczać, bo niczego wtedy nie eksportowało.
Opcje, jako instrument finansowy, wymyślono, by zabezpieczały ryzyko straty na wahaniach walut w eksporcie. Ale spekulowały nawet firmy, które niczego za granicę nie sprzedawały. Prywatne, ale i państwowe przedsiębiorstwa chciały zarobić na wahaniach kursowych, a banki zachęcały je do kontraktów, wierząc w mocny kurs złotego. Gdy jesienią 2008 r. zaczął się kryzys, a złotówka osłabła, banki upomniały się o swoje i żądały wypłaty różnic z wahań kursowych. Część polityków i firm chciała ustawowego unieważnienia opcji, ale pomysł upadł krytykowany przez PO i same środowiska biznesu. Większość firm zawarła ugody z bankami. Komisja Nadzoru Finansowego szacuje, że zobowiązania firm z tytułu różnych instrumentów zabezpieczenia ryzyka
kursów walut wynoszą ok. 6 mld zł.