Francuski rząd bez wytchnienia szuka sposobu na ograniczenie piractwa. Po wprowadzeniu we wrześniu ustawy pozwalającej na odcinanie internautów od sieci rząd Sarkozy'ego opublikował w czwartek raport, w którym przedstawia nowe pomysły na ochronę praw autorskich. Jednym z nich jest podatek od sprzedanych reklam, który musiałyby płacić największe serwisy internetowe, takie jak
Google i Yahoo!. Zyski z opłat miałyby być przeznaczone na wsparcie tych sektorów, które z powodu piractwa cierpią najbardziej. Skorzystałyby więc na tym przede wszystkim branże muzyczna i filmowa.
Wysokość tego podatku wynosiłaby od 1 do 2 proc. dochodu z reklam. Według rządu dałoby to francuskiemu skarbowi państwa 50 mln euro rocznego przychodu.
Cytowany przez "Libération" Patrick Zelnik, producent muzyczny i szef powołanej przez francuskiego ministra kultury specjalnej komisji, która przygotowała raport, dla samego Google'a byłby to niewielki koszt, bo firma ta rocznie ma "800 mln euro przychodu z reklam".
Rzecznik prasowy Google'a Olivier Esper chłodno odniósł się do pomysłu. Powiedział, że liczy raczej na wsparcie innowacyjnych rozwiązań niż wprowadzanie nowych podatków. Według niego takiego typu pomysły pogłębiają jedynie przepaść dzielącą świat internetu i świat kultury.
Pomysł skrytykowała także organizacja Renaissance Numerique skupiająca ludzi biznesu. - Ani portale, ani dostawcy internetu nie okradają artystów. Wręcz przeciwnie - łączą ich z odbiorcami - powiedziała agencji AFP szefowa Renaissance Numerique Christine Balague.
Oprócz podatku autorzy raportu proponują także wprowadzenie specjalnych młodzieżowych kart kredytowych. Kosztowałyby one 50 euro i byłyby w połowie opłacane przez państwo. Prezydent Sarkozy chce, aby karta była wprowadzona najpóźniej latem tego roku. Co więcej, jak podał serwis
cnet.com, zakupione przez młodych ludzi utwory można by odtworzyć na "wszystkich platformach" (nie jest jasne, czy to oznacza zniesienie zabezpieczeń blokujących możliwość kopiowania plików).