W medialnych spekulacjach przewijają się dwa nazwiska: Alicja Kornasiewicz, szefowa biura maklerskiego UniCredit CAIB oraz UniCredit CA IB w Austrii, i Luigi Lovaglio, pierwszy wiceprezes Pekao i rzeczywisty zarządca banku. "Rzeczpospolita" donosi, że Włosi decyzję już podjęli - jeszcze w październiku, na długo przed rezygnacją Jana Krzysztofa Bieleckiego, rada dyrektorów UniCredit, jeden z najważniejszych organów decyzyjnych grupy, postanowiła, że w fotelu prezesa zasiądzie Alicja Kornasiewicz.
Obecna szefowa CA IB sprawowała funkcję wiceministra w resorcie skarbu za czasów Emila Wąsacza i odpowiadała za największe prywatyzacje (m.in. negocjowała z Włochami sprzedaż Pekao). Jej wybór byłby zgodny z polityką UniCredit, która zakłada, że oficjalnie szefami wchodzących w skład grupy banków są lokalni menedżerowie. Problem w tym, że o decyzji dyrektorów nie wiedziała rada nadzorcza banku, a to ona powoła nowego prezesa.
Faworytem rady natomiast Luigi Lovaglio, który w zarządzie Pekao zasiada od 2003 r. Lovaglio jest finansistą w pełnym tego słowa znaczeniu - w wieku 18 lat trafił na szeregowe stanowisko do placówki bankowej w Bolonii, a potem krok po kroku wspinał się po szczeblach kariery aż do zarządu banku w Polsce.
Wśród pracowników Pekao panuje przekonanie, że żadna ważna decyzja nie może w banku zapaść bez jego wiedzy. Lovaglio, chociaż jest Włochem, mógłby objąć stanowisko szefa banku: w tym roku zdał egzamin państwowy z języka polskiego i uzyskał zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na zasiadanie w zarządzie (regulator wymaga, żeby w zarządzie każdego banku taką zgodę posiadały co najmniej dwie osoby - prezes i członek zarządu odpowiedzialny za zarządzanie ryzykiem).
Nie można wykluczyć scenariusza, w którym rada nadzorcza podzieli się tak, że nie będzie w stanie rozstrzygnąć, kto z tej dwójki ma przejąć stery w banku. W takim wypadku w grę wchodziłby jeszcze jeden scenariusz: rada wskaże osobę, która tymczasowo będzie pełnić obowiązki prezesa.