Wniosek do Federalnej Komisji ds. Energii (FERC) złożyła
Google Energy LLC, spółka zależna koncernu. Po co internetowemu gigantowi taka koncesja? Google tłumaczy, że jeśli uzyska status pośrednika elektrycznością, będzie mógł sprawniej zarządzać dostawami energii dla własnych centrów przetwarzania danych. I odsprzedawać innym nadwyżki. Łatwiej uzyska też dostęp do odnawialnych źródeł energii, chce również uczestniczyć w handlu emisjami dwutlenku węgla.
Koncesje, o jakie ubiega się Google, ma dziś w
USA ponad półtora tysiąca firm - w większości to zakłady komunalne lub firmy energetyczne. Do wyjątków należą duże koncerny przemysłowe, takie jak Kohler, Alcoa czy Safeway, które zarządzają własną siecią sklepów lub fabryk. Ale w tym gronie firm z branży IT dotąd nie było.
Ruch Google pokazuje, jak coraz większy apetyt na elektryczność mają firmy internetowe, które 24 godziny na dobę muszą utrzymywać armie serwerów obsługujących wyszukiwarki, pocztę, aplikacje ze zdjęciami, filmami
wideo czy mapami. Już w 2006 r. Yahoo! szacowało, że wydatki na elektryczność pochłaniają nawet połowę całkowitych kosztów utrzymania centrum.
Google nie ujawnia, ile energii zużywa rocznie, nie zdradza też liczby centrów danych czy serwerów. Jednak według internetowego serwisu Data Center Knowledge właściciel najpopularniejszej na świecie wyszukiwarki ma kilkaset tysięcy serwerów ulokowanych w przynajmniej 24 centrach. Przeciętnie każda z lokalizacji może zżerać 30-50 megawatów, największe serwerownie - znacznie więcej. Zapotrzebowanie Google na energię elektryczną można więc z grubsza szacować na tyle, ile byłyby w stanie wyprodukować dwie duże tradycyjne elektrownie.
Duże firmy IT - jak
Microsoft, Yahoo czy właśnie Google - wcześniej zatrudniały specjalne zespoły do wyszukiwania miejsc, w których ceny energii elektrycznej są najniższe, by właśnie tam lokować serwerownie (popularne były np. okolice rzeki Columbia, gdzie wcześniej z powodu taniego źródła energii z elektrowni wodnych osiedlały się fabryki aluminium). Google w swojej siedzibie w Mountain View zainstalowało nawet kolektory słoneczne o mocy 1,6 megawata. A od 2007 r. Google finansuje badania nad rozwojem energii słonecznej, wiatrowej czy geotermalnej.
Dla firm pomysły na tańsze zaopatrywanie się w energię to kwestia o tyle istotna, że nawet cent zaoszczędzony na jednej kilowatogodzinie (porcja energii, którą w ciągu godziny zużywa dziesięć stuwatowych żarówek) w skali roku może oznaczać oszczędność tysięcy, a może i milionów dolarów.
Jak podaje
dziennik "The Wall Street Journal", nad złożeniem wniosku o koncesję na obrót energią elektryczną zastanawiało się Yahoo! Jednak uznało, że dotychczasowa polityka zarządzania energią i negocjacje z dostawcami są bardziej efektywne niż wchodzenie w buty pośrednika na tym rynku. Choć - jak mówią przedstawiciele spółki - nie wyklucza, że przyjrzy się takiemu rozwiązaniu w przyszłości.