Konrad Niklewicz: Hiszpańska prezydencja Unii Europejskiej we współpracy z nowym przewodniczącym Rady Unii Europejskiej Hermanem Van Rompuyem proponuje odważne reformy gospodarcze. Przykładowo forsowany jest pomysł utworzenia "unijnego rządu gospodarczego". I dodatkowo systemu kar dla tych państw członkowskich, które nie realizują określonych celów ekonomicznych. Czy taki plan ma szanse? Mikołaj Dowgielewicz: Musimy się trzymać realiów. Przecież są obowiązujące traktaty, reguły podejmowania decyzji. Nie chodzi o to, by już na starcie krytykować propozycje zgłaszane przez prezydencję Unii i Van Rompuya, ale kiedy słyszę pomysły "europejskiego rządu gospodarczego", to muszę się zapytać: o co chodzi? Role poszczególnych instytucji - Komisji Europejskiej,
Europejskiego Banku Centralnego itp. - są już określone.
Mamy
kryzys gospodarczy w wielu krajach UE,
Polska jest chlubnym wyjątkiem. Wiele państw musi walczyć z inflacją, deficytem budżetowym i długiem publicznym. To nie czas na mówienie o tak bardzo ambitnych reformach. Zresztą obecna dyskusja o planie reform gospodarczych - nazwanym "Europa 2020" - rozpoczęła się w wyjątkowo trudnym momencie politycznym, kiedy następuje wymiana Komisji Europejskiej. Ta dyskusja powinna była zacząć się już w ubiegłym roku, ale wówczas Europa żyła traktatem lizbońskim.
Zresztą patrząc z polskiej perspektywy, trzeba zapytać, do czego ta nowa strategia gospodarcza ma nas doprowadzić. Podam przykład: jednym z naszych, polskich priorytetów dla strategii gospodarczej jest rozwój infrastruktury w Unii Europejskiej. Ale niektóre państwa UE inaczej sobie tę politykę wyobrażają niż my. Dla nich priorytetem powinno być ograniczanie emisji dwutlenku węgla w transporcie. Dla nas - ograniczenie liczby ofiar śmiertelnych wypadków na drogach.
Czego w takim razie polski rząd oczekuje? - Po pierwsze, chcemy, żeby podstawą polityki gospodarczej Unii była spójność, czyli wyrównywanie różnic między starymi i nowymi państwami członkowskimi. Nie zgadzamy się na to, by Europa Zachodnia stała się centrum nowoczesnych technologii, a nasz region - zapleczem surowcowo-ludzkim. Domagamy się też dalszej liberalizacji rynku usług. Wszystkie dane pokazują, że polski
eksport zwiększa się w ramach Unii Europejskiej, a nie np. dzięki wymianie handlowej z Chinami. A skoro nasza gospodarka w coraz większym stopniu jest oparta na sektorze usługowym, musimy mieć możliwość oferowania tych usług w całej Europie. Na razie są z tym problemy. Także na rynku nowoczesnych usług, tych opartych na internecie. Chcemy móc z niego korzystać.
Nawet Komisja Europejska przyznaje, że unijny rynek usług cyfrowych to fikcja. Polacy do dziś nie mają dostępu do usług, z których korzystają obywatele innych państw. Choćby słynna sprawa sklepu muzycznego iTunes, w którym muzykę mogą kupować Brytyjczycy, Belgowie, Niemcy i Hiszpanie, ale Polacy i Rumuni - już nie. - Zdajemy sobie z tego sprawę. Jak tylko komisarz Neelie Kroes obejmie swoje nowe stanowisko - komisarza ds. społeczeństwa informacyjnego - chcemy się z nią umówić na spotkanie w sprawie rynku usług elektronicznych. Jesteśmy przygotowani, żeby w tej sprawie działać. Nasza interwencja nie będzie oczywiście dotyczyła tylko iTunes, ale wszystkich problemów na rynku cyfrowym.
Czytaj też:
"Rząd będzie interweniował w sprawie iTunes" na blogu Konrada Niklewicza