Pod koniec zeszłego roku motocykliści skrzyknęli się i kilka razy zablokowali ruch na autostradzie A4. Protestowali w ten sposób przeciwko opłatom za przejazd, które w przypadku jednośladów są takie same jak aut osobowych i ciężarówek. - Opłaty powinny być niższe, bo jednoślady nie niszczą drogi tak jak inne pojazdy - argumentowali motocykliści, którzy wpadli na oryginalny pomysł i płacili za przejazd A4 jednogroszówkami. Jednemu z uczestników protestu zajęło to... 27 minut.
Do sądów trafiły łącznie 33 wnioski o ukaranie protestujących kierowców. - Poinformowaliśmy policję o 27 przypadkach ewidentnego, zamierzonego tamowania ruchu i sześciu przypadkach łamania
przepisów o ruchu drogowym takich jak spacerowanie po autostradzie czy grupowe leżenie na środku jezdni - mówi Alicja Rajtar, rzeczniczka Stalexportu.
Pierwsza rozprawa odbędzie się w najbliższy poniedziałek w
Krakowie. Michał Rzegost, jeden z motocyklistów, zdaniem policji tamował ruch na A4, bo "opuścił pojazd i pieszo poruszał się po autostradzie". - Była ogromna kolejka, więc musiałem wyłączyć motocykl i pchać go w kierunku bramek. Nie tamowałem ruchu - tłumaczy. Przekonuje, że Stalexport, nasyłając na protestujących motocyklistów policję, próbuje ich zastraszyć. - Ale się nie damy - zapewnia.