Biznes Ludzie Pieniądze

Francja gasi pożar

Rozmawiała Anna Napiórkowska
12.01.2010 , aktualizacja: 10.01.2010 15:10
A A A Drukuj
Bez ogromnej pożyczki międzynarodowej Francja nie będzie mogła się rozwijać przez dziesiątki lat - mówi ekonomista Alexander Law
Anna Napiórkowska: Z sondaży wynika, że Francuzi najbardziej boją się dziś bezrobocia i dziury w budżecie państwa. W przyszłym roku francuski deficyt publiczny sięgnie 8,5 procent produktu krajowego brutto, dług publiczny wyniesie 84 procent PKB, a w roku 2013 - 90 procent. Czy rozsądne jest zaciąganie kolejnej pożyczki przez państwo?

Alexander Law, szef pracowni analiz ekonomicznych Xerfi: Trzeba zrozumieć, że wychodzimy z wielkiego kryzysu. Produkt krajowy brutto zmniejszył się w tym roku o 2,3 proc., to zdarzyło się po raz pierwszy od zakończenia drugiej wojny światowej. Nadal mamy kłopoty ze zrozumieniem, co się dzieje. Nikt nie przewidział np. skali spadku zatrudnienia w trzecim trymestrze tego roku. Była mowa, że przybędzie 5 tysięcy bezrobotnych, a przybyło 93 tysiące! Skąd tak ogromna różnica? Otóż francuski urząd statystyczny przyznał, że nasz model ekonomiczny i ekonometryczny nie były stworzone, żeby mierzyć tak gwałtowne obniżenie aktywności gospodarczej.

Kiedy mamy pożar w domu, nie przyglądamy się rachunkowi za wodę. Ta pożyczka jest rozsądna z dwóch powodów. Po pierwsze, jeśli żadne kroki nie zostałyby podjęte, to Francja przez kolejne dziesiątki lat miałaby zerowy wzrost gospodarczy, a tym samym powiększałoby się zadłużenie państwa. Po drugie, nadal francuskie długi są atrakcyjne na rynkach finansowych, co oznacza, że są chętni na ich wykupienie. Po trzecie, kryteria z Maastricht zobowiązujące do nieprzekraczania 3-procentowego deficytu budżetowego już nie istnieją, nikt ich już nie respektuje. Nie ma więc sensu ich przestrzegać.

Czy pożyczka w wysokości 35 miliardów euro to najlepszy sposób na rozkręcenie francuskiej gospodarki?

- Tak naprawdę rząd pożyczy tylko 22 miliardy euro, ponieważ 13 miliardów otrzyma od banków jako zwrot pomocy, której im udzielił na początku kryzysu. Istnieje wybór: albo ograniczenie długu publicznego do minimum i w konsekwencji zahamowanie wzrostu gospodarczego, albo zwiększenie zadłużenia państwa w celu napędzenia gospodarki. Na coś się trzeba zdecydować, nie da się siedzieć na dwóch krzesłach. Wybór jest tym trudniejszy, że musi uwzględnić opinie elektoratu, a w przyszłym roku mamy wybory regionalne, a za dwa lata prezydenckie i parlamentarne. I tak z jednej strony opozycja bije na alarm, że rząd zaciąga długi - o ironio losu, że mówią to socjaliści, a drugiej strony - elektorat, który krzyczy, że upada przemysł i mamy coraz wyższe bezrobocie, już na poziomie 10 procent.

Sytuacja na rynkach finansowych jest na tyle trudna, że rząd zapowiedział wstrzymanie prywatyzacji. Kto więc zechce kupić francuskie długi?

- Rynek akcji jest słaby. Jeśli nie prywatyzujemy, to dlatego, że oferowane ceny są niższe niż wartość akcji. Dwa lata temu wartość akcji na francuskiej giełdzie sięgała 15 200 punktów, dzisiaj 3800, dlatego prywatyzowanie przy obecnym kryzysie jest zbyt dużym ryzykiem. Rząd woli poczekać, aż rynek się ustabilizuje. Natomiast czym innym jest rynek sprzedaży długów. Mamy wiele banków centralnych na świecie - Europejski Bank Centralny, Bank Rezerw Federalnych, Brytyjski Bank etc. Gotówka wciąż krąży na rynku i może być zainwestowana w wykup francuskiego długu, bo Francja, w przeciwieństwie do Islandii czy Grecji, cieszy się dużą wiarygodnością. Zdobycie więc nisko oprocentowanego 2-3-procentowego kredytu na rynku międzynarodowym nie stanowi problemu. Inwestor instytucjonalny chętnie pożyczy pieniądze francuskiemu rządowi, bo wie, że je odzyska. Dlatego trzeba tę sytuację teraz wykorzystać i dzięki pożyczce nakręcić wzrost gospodarczy. Natomiast kiedy gospodarka odbije i wskaźniki ekonomiczne powędrują w górę, należy jak najszybciej wprowadzić rygorystyczną politykę budżetową w celu obniżenia deficytu.

Czy cele, na które będą przeznaczone pieniądze z pożyczki, zostały dobrze wybrane?

- Uważam, że nieźle. Nie mamy Harvardu ani Oksfordu, więc uważam, że dofinansowanie badań naukowych i uniwersytetów jest dobrym sposobem na przyciągnięcie naukowców. Rząd zdecydował przekazać pomoc na rozwój przemysłu lotniczego, stoczniowego, kolejowego i samochodowego, żeby zachować naszą wysoką pozycję na rynku transportowym. Alstom, Airbus to są nasi liderzy, a to zobowiązuje.

Ponadto przekazanie kolejnej pomocy dla małych i średnich przedsiębiorstw jest konieczne. W tym roku rząd wprowadził ogromnie dużo zwolnień podatkowych, które uchroniły wielu przedsiębiorców od bankructwa, ale nadal mają one ogromne kłopoty w dostępie do kredytów i utrzymaniu kapitału, który zapewnia regularne dostawy i wypłaty dla pracowników. Finansowe wsparcie pozwoli im przetrwać kolejny trudny rok, który może będzie ostatnim rokiem kryzysu.



Rząd francuski zaciągnie 35 miliardów euro pożyczki na międzynarodowym rynku finansowym. Zainwestuje te pieniądze w rozwój nauki, przemysłu i nowoczesnych technologii. Kto i jakie sumy otrzyma, zdecydowali członkowie komisji pod przewodnictwem dwóch byłych premierów - socjalisty Michela Rocarda i konserwatysty Alaina Juppé. Szkolnictwo wyższe otrzyma 11 miliardów euro, 8 miliardów zostanie przeznaczone na stworzenie centrum naukowego Saclay, na wzór amerykańskiej Doliny Krzemowej. Przemysł transportowy, w tym małe i średnie przedsiębiorstwa, otrzyma dofinansowanie w wysokości 6,5 miliarda. Kolejne 5 miliardów przeznaczone będzie na rozwój energii odnawialnej i budowę nowej generacji reaktora atomowego. Na rozwój informatyki rząd przeznaczył 4,5 miliarda.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów