- Standard życia Wenezuelczyków został zdewaluowany - powiedział opozycyjny burmistrz Caracas Antonio Ledezma. W piątek prezydent Wenezueli Hugo Chavez ogłosił
dewaluację waluty kraju, czyli boliwara. W odpowiedzi tysiące Wenezuelczyków rzuciło się na zakupy w obawie przed podwyżkami cen importowanych towarów. - Zdecydowaliśmy, że dzisiaj jest dobry czas, żeby kupić telewizor przed tym, jak ceny eksplodują - powiedział agencji AFP jeden z klientów. - Byliśmy w wielu sklepach, ale kolejki były za długie. W końcu znaleźliśmy jeden mniej zatłoczony, ale produkty już z niego zniknęły - mówił.
Od 2005 r. jeden dolar amerykański kosztował 2,15 boliwara. Teraz mają być dwa oficjalne kursy wenezuelskiej waluty. Wyższy - 4,3 boliwara za dolara - ma dotyczyć takich importowanych produktów jak wyroby elektroniczne, samochody, tytoń, napoje, chemikalia czy wyroby telekomunikacyjne. By nieco osłabić niekorzystny wpływ
dewaluacji na najbiedniejszych Wenezuelczyków, podstawowe produkty mają podlegać niższemu kursowi - 2,6 boliwara za dolara.
Mocno lewicujący prezydent Chavez, który twardą ręką rządzi w Wenezueli, liczy na to, że osłabienie waluty spowoduje wzrost przeliczanych na boliwary przychodów z eksportowanej ropy naftowej. To będzie pozwalało na zwiększenie wydatków publicznych przed zbliżającymi się we wrześniu wyborami prezydenckimi
Wszyscy jednak - także wenezuelskie władze - doskonale zdają sobie sprawę z tego, że
dewaluacja waluty przyczyni się do wzrostu inflacji, bo zdrożeją importowane towary. - Byłoby głupie z mojej strony powiedzieć, że to rozwiązanie nie będzie miało wpływu na ceny - przyznał wenezuelski minister finansów Ali Rodriguez. Już teraz
inflacja w Wenezueli sięga 25 proc. i jest jedną z najwyższych w Ameryce Łacińskiej. Minister Rodriguez ocenia, że po dewaluacji wzrośnie o kolejne 3-5 pkt proc.
- Popularność rządu zostanie przez to osłabiona - uważa ekonomista Pedro Palma. - Inflacja zmniejsza realny dochód ludności. Ludzie będą mogli mniej konsumować - dodał.