Dwugodzinny strajk ostrzegawczy urządziły 11 sierpnia centrale związkowe, nie godząc się na sprzedaż 10 proc. akcji KGHM, którą zapowiedział skarb państwa. To jednak nie przestraszyło rządu, który kilka dni temu rozpoczął sprzedaż udziałów miedziowego koncernu. W ubiegłym tygodniu zostały sprzedane za dwa miliardy złotych.
Po strajku prezes spółki Herbert Wirth stwierdził, że był on nielegalny, i zapowiedział potrącenie pracownikom z wypłaty pieniędzy za dwugodzinną przerwę. Zasugerował też odebranie czternastych pensji, ale decyzję o tym przekazał dyrektorom oddziałów. Oni zaś polecili pracownikom, by wyjaśnili na piśmie przyczyny nieobecności. Takie żądanie to precedens, bo do tej pory to związkowcy dyktowali warunki zarządowi spółki. W maju ub. roku zorganizowali wielką pikietę pod biurem zarządu, który niemal natychmiast zgodził się na wypłacenie 5 tys. zł premii wszystkim pracownikom KGHM.
Ale teraz strach przed odebraniem czternastki (ok. 8 tys. zł brutto) sprawił, że pracownicy Polskiej Miedzi zaczęli zbierać podpisy pod zbiorowym usprawiedliwieniem nieobecności. Inicjatorem akcji był Edward Dereń, były członek zarządu Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego, którego szefem jest Ryszard Zbrzyzny, poseł SLD. Dereń napisał do zarządu prośbę o niekaranie załogi. Podpisało się 200 osób, a Dereń został natychmiast wyrzucony ze związku za podważanie decyzji o strajku.
Dziś komentuje: - Ten cały strajk nie był nikomu potrzebny. Koledzy związkowcy muszą zrozumieć, że nie mają poparcia załogi. Gdyby chodziło o podwyżki dla nas, nikt by się ze strajku nie wycofywał. Ale tu chodziło o jakieś pierdoły. Niech sobie z tym do Warszawy idą protestować! Ciężko pracujemy i dla nas najważniejsza jest kasa.
Dyrektorzy kopalń uznali, że zbiorowe usprawiedliwienie nie wystarczy. Na złożenie indywidualnych usprawiedliwień dali pracownikom czas do piątku. Na tej podstawie w przyszłym tygodniu zostaną wypłacone czternastki. Aż 88 proc. z 1943 strajkujących w sierpniu złożyło usprawiedliwienia. - Podawali różne argumenty, np., że zostali oszukani przez związkowców, którzy mówili im, że strajk jest legalny, albo że nie mogli podjąć pracy, bo nie mieli dostępu do swojego stanowiska - mówi Anna Osadczuk, rzeczniczka KGHM. Dodaje, że zdecydowaną większość usprawiedliwień szefostwo rozpatrzyło pozytywnie.
Kilka tygodni temu związkowcy zaczęli coroczne negocjacje z zarządem w sprawie podwyżek. Józef Czyczerski, przewodniczący miedziowej "Solidarności", zaprzecza, że postawa pracowników osłabia pozycję negocjacyjną związku. - Pisanie tych usprawiedliwień nasi pracownicy traktują jak upokorzenie. Ale co mają zrobić, skoro zarząd chce nielegalnie zabrać im pieniądze? Mogą się sądzić ze spółką, ale to potrwa przynajmniej rok. Zapewniam, że w przypadku kolejnego konfliktu nasza postawa będzie jeszcze ostrzejsza.