Biznes Ludzie Pieniądze

Nie obniżajmy składki do OFE!

Piotr Miączyński; Leszek Kostrzewski
11.01.2010 , aktualizacja: 12.01.2010 13:00
A A A Drukuj
Ministerstwo Pracy dla chwilowych korzyści budżetowych chce rozmontować system emerytalny. I znacjonalizować pieniądze przyszłych emerytów
Leszek Kostrzewski
Fot. Marcin Klaban / AG
Leszek Kostrzewski
Piotr Miączyński
Fot. Marcin Klaban / AG
Piotr Miączyński
- Od wejścia w życie reformy minęło 10 lat. To dostatecznie długi okres, by spojrzeć na nią krytycznie i zorientować się, które z rozwiązań są dobre i należy je utrzymać, a które powinny ulec korekcie - mówiła wczoraj na konferencji prasowej minister pracy Jolanta Fedak, przedstawiając założenia do projektu ustawy, które pokazują jak ta "korekta" ma wyglądać. Resort chce:

•  zmniejszyć składki do Otwartych Funduszy Emerytalnych, do których należy ponad 14 mln Polaków. Dziś trafia tam 7,3 proc. naszych pensji. Ministerstwo Pracy chce, aby przekazywać tam tylko 3 proc. Nie oznacza to, że Polacy będą płacili mniejsze składki. To, co pani minister zabierze OFE przekaże do państwowego ZUS.

•  5 lat przed przejściem na emeryturę, Polacy mogliby już w ogóle do OFE nie płacić ani złotówki. A cały dotychczasowy kapitał przekazać komu? ZUS.

•  wprowadzić możliwość wypłaty pieniędzy z OFE. Osoba, która ukończy 65 lat, będzie mogła wziąć swoje pieniądze uskładane w OFE i wydać je, na co chce: nowy samochód, zakupy w centrum handlowym czy podarować je wnukom. Ale pieniędzy z ZUS w ten sposób wypłacić nie będzie można.

Zmiany, jak twierdzi resort, miałyby wejść w życie jeszcze w tym roku!

Po emeryturę znów do ZUS

10 lat wbrew temu, co mówi minister pracy, to o wiele za krótko, aby oceniać, czy nasza reforma emerytalna zakończyła się sukcesem, czy nie. Zwłaszcza że nawet jej nie dokończono - ciągle nie wiadomo np., jak będą wypłacane świadczenia w nowym systemie.



Nie wiemy, czy nasz system emerytalny jest dobrze zaprojektowany. Trzeba na to więcej czasu. Może 20, może 25 lat. A używając ulubionej (bo piłkarskiej) nomenklatury premiera Donalda Tuska, Ministerstwo Pracy chce zmienić zasady meczu 30 minut po pierwszym gwizdku.

System ubezpieczeń społecznych to nie ustawa hazardowa (którą uchwalano w rekordowym tempie). Pieniądze emerytów lubią spokój. A pomysły Ministerstwa Pracy budzą wiele wątpliwości.

•  Rząd faktycznie chce ponownie znacjonalizować część naszych pieniędzy odkładanych na emeryturę.

Reforma z 1999 r. ustaliła, że każdy Polak obowiązkowo odkłada na emeryturę jedną piątą pensji. Pieniądze trafiają nie tylko do państwowego ZUS. 1/3 emerytalnej składki idzie do prywatnych otwartych funduszy emerytalnych (OFE). Fundusze zarabiają dla nas pieniądze, inwestując nasze oszczędności np. w akcje giełdowych spółek czy obligacje.

Czemu wyrwanie części pieniędzy z rąk ZUS było takie ważne? Nasz system emerytalny przypomina piramidę finansową. Pieniądze, które wpłacamy do ZUS, od razu są z niego wypłacane. Na emerytury. Na naszych kontach emerytalnych w ZUS zapisywane są więc wirtualne kwoty. Obecnie ponad 1,5 bln zł.

Pieniądze w OFE (w przeciwieństwie do tych w ZUS) są jednak jak najzupełniej realne. Lokowane w obligacjach skarbu państwa i akcjach.

Przy takim podziale emeryt zwyczajnie czuje się bezpieczniej. Budżet ma problemy? Emeryt może liczyć, że jego oszczędności skutecznie pomnażają OFE. Mamy dekoniunkturę na giełdzie? Emeryt może oprzeć się na Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Właśnie takie rozłożenie ryzyka zakładali 10 lat temu twórcy reformy emerytalnej.

Po zmianach do OFE trafiałaby tylko jedna siódma składki emerytalnej! Resztą zarządzałby - znów - państwowy ZUS.

•  Za obniżkę składki dostajemy marchewkę - możliwość wypłacenia pieniędzy z OFE.

Według szacunków resortu pracy osoba otrzymująca przez 40 lat przeciętne wynagrodzenie w roku 2014 mogłaby wybrać z OFE ok. 39 tys. zł brutto.

Mało kto mógłby z tej wypłaty skorzystać. Aby zabrać pieniądze z OFE, trzeba by zgromadzić w ZUS kapitał pozwalający na wypłatę emerytury w wysokości co najmniej dwóch najniższych świadczeń (dwie najniższe emerytury to obecnie równowartość 1350 zł).

Tyle że dziś aż 40 proc. emerytów dostaje mniej niż 1,3 tys. zł miesięcznie! A pamiętajmy, że nowe emerytury będą niższe od obecnych nawet o jedną trzecią.

Czy równowartość dwóch minimalnych świadczeń jest w stanie zapewnić emerytowi godne życie? Co w sytuacji, gdy 65-latek pieniądze zgromadzone w OFE wypłaci i przehula, a następnie zgłosi się do pomocy społecznej? Co jeśli OFE zaskarżą ustawę do Trybunału Konstytucyjnego? Dlaczego rząd tak lekkomyślnie podważa zaufanie obywateli do systemu emerytalnego?

Rząd zasypuje deficyt pieniędzmi emerytów

Kto zarobi najwięcej na korekcie minister Fedak? Przede wszystkim rząd Donalda Tuska. Co roku budżet państwa refunduje ZUS (a konkretniej Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych) część składek, którą ten przekazuje OFE. Gdyby obniżono składkę emerytalną dla OFE do 3 proc., budżet mógłby w tym roku zmniejszyć refundację o 13 mld zł. Rząd potrzebuje pieniędzy. Dług publiczny niebezpiecznie zbliża się do granicy 55 proc. PKB. Pieniądze z kieszeni emerytów jest wyjąć najłatwiej. To rozwiązanie pozornie bezbolesne społecznie. Nie trzeba podnosić podatków czy odbierać komuś przywilejów emerytalnych.

Wiadomo, że minister Michał Boni nie jest entuzjastą pomysłu Fedak. Decydujące zdanie będzie należało wiec do premiera. Co zrobi?

Donald Tusk powtarza, że cieszy się, że ministrowie mają różne pomysły na temat emerytur. Ale wybierze najkorzystniejszy dla emerytów.

Panie premierze, proszę dokonać wyboru. Czy chce pan łatać dziurę w budżecie pieniędzmi emerytów?

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów