- Reklama jest jak lejek - mówiła Sheryl Sandberg, dyrektor zarządzająca Facebooka na spotkaniu z inwestorami. Innymi słowy, zaczyna się od zainteresowania wielu konsumentów produktem czy marką i wykreowania popytu. Część konsumentów "ścieka w dół lejka" i kupuje produkt. - Nikt tak jak
Google nie potrafi dotrzeć z reklamą do ludzi, którzy wiedzą, czego szukają - mówiła Sandberg. Dodając zaraz, że Google dociera raptem do 10 proc. lejka. - A my gramy w górnych 90 proc. - stwierdziła, dodając, że Facebook ma większy potencjał niż linki sponsorowane.
- Sieci społecznościowe mogą pójść dalej niż Google - zgadza się Rafał Agnieszczak, założyciel serwisu Fotka.pl. - Są matki, które nigdy nie wpiszą w wyszukiwarce "tanie pampersy", ale my wiemy, kim są, i możemy bez problemu serwować im odpowiednie reklamy. Zauważa też, że reklama w społecznościach nie musi wyglądać jak reklama, może przybrać formę dyskusji, gier, stron dla fanów czy konkursów.
Pieniądze płyną do serwisów społecznościowych coraz szerszym strumieniem. Jak szacuje firma badawcza eMarketer, w ub.r. reklamodawcy zostawili w nich 2,2 mld dol. Najwięcej zebrał MySpace - 490 mln dol. Z raportu eMarketera wynika jednak, że w tym roku straci ponad jedną piątą wpływów z reklamy. Numerem jeden będzie
Facebook z 605 mln dol., co będzie stanowiło ok. 25 proc. przychodów serwisów społecznościowych.
Czy mogą one dorównać przychodom Google'a?
- Nie wierzę. Wystarczy przychody Google'a porównać z przychodami Facebooka - mówi Jacek Chruściany, dyrektor współzarządzający Performance Media, firmy zajmującej się marketingiem w wyszukiwarkach. Tylko w III kw. ub.r. Google na reklamie zarobił ponad 5,7 mld dol. O przychodach Facebooka wiadomo niewiele - spółka niedawno stała się rentowna. Jeden z członków zarządu ujawnił w połowie ub. r., że przychody mogą przekroczyć 500 mln dol. Facebook rośnie jednak tak błyskawicznie, że niektórzy szacują je nawet na miliard.
Serwisom społecznościowym trudniej jednak zarabiać, bo są dalej od podejmowania decyzji zakupowych niż Google. Np. linki z reklamą środka na zgagę widzi człowiek, który wrzucił do wyszukiwarki zapytanie świadczące o zdrowotnym problemie. Tego w serwisach społecznościowych na razie nie ma. Barierą jest też
budżet - w wyszukiwarce kampanię można zacząć, mając kilkaset złotych, w serwisach jak Nasza-klasa czy Facebook trzeba się liczyć z większymi kwotami.
Jak twierdzi Adam Wysocki, dyrektor zarządzający firmy Next zajmującej się reklamą w sieci, w przypadku specjalnego profilu i akcji na Naszej-klasie wydatki reklamodawcy zaczynają się od 150 tys. zł. W przypadku Facebooka - to znacznie mniej, ale wciąż kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy. Chruściany dodaje, że znane mu firmy marketingowe z
USA nie podejmują się zlecenia, jeśli klient zamierza przeznaczyć na taką kampanię mniej niż 100 tys. dol.
Mimo to przychody serwisów społecznościowych w najbliższym czasie będą rosły. - I kto wie, czy nie szybciej niż w przypadku wyszukiwarek - zastanawia się szef Performance Media. Powód? Na Zachodzie ludzie już wysyłają do siebie więcej wiadomości za pośrednictwem serwisów społecznościowych niż za pośrednictwem maila. Na dodatek internauci spędzają w serwisach społecznościowych nieporównanie więcej czasu niż w wyszukiwarkach.
- Serwisami społecznościowymi interesują się wszyscy, nie wszyscy jednak wiedzą, jak to wykorzystać, jak to przełożyć na cele biznesowe, marketingowe i komunikacyjne - uważa Wysocki.
To się szybko zmienia, bo zaczyna się "ewangelizacja" rynku. Dziś współpracę z Facebookiem na rynku Europy Środkowo-Wschodniej ogłosi grupa reklamowa ARBOinteractive. Firmy, jak choćby
Samsung, zaczynają się chwalić akcjami specjalnymi w serwisach, a agencje tworzą nawet działy zajmujące się wyłącznie reklamą na Facebooku.
- W przyszłości sieci społecznościowe mogłyby przejąć sporą część budżetów większych reklamodawców. I tu ich udział może być większy niż udział wyszukiwarek - mówi Chruściany. Kluczem będzie jednak odkrycie nowej formy reklamowej, do przyjęcia dla użytkowników i reklamodawców. - Trochę jak spot telewizyjny, do którego wszyscy zdążyli się przyzwyczaić - mówi. Podobnie Facebook - jak
telewizja dociera do masowego odbiorcy - ma ponad 350 mln użytkowników. - Tylko że jeszcze nie ma takich spotów - mówi Chruściany.
- Wszyscy mówią o potencjale sieci społecznościowych. Powiem coś, co zabrzmi jak herezja: w momencie gdy Facebook wymyśli sposób na zarabianie pieniędzy na użytkownikach, zaczną odchodzić - mówi "Gazecie" Erik Webster, szef marketingu grupy ubezpieczeniowej State Farm Insurance.
Facebook musi znaleźć swój spot telewizyjny