Kryzys znacząco odbił się na światowym handlu międzynarodowym. Gwałtowne załamanie naszej wymiany z zagranicą nastąpiło na początku 2009 r. Ale polscy eksporterzy wychodzą z niego obronną ręką dzięki osłabieniu naszej waluty. Za każde euro dostali - w przeliczeniu na
złote - więcej niż rok temu.
Liczony w euro spadek wartości
eksportu wciąż jest dwucyfrowy, ale jeszcze kilka miesięcy temu przekraczał 20 proc. W przeliczeniu na złote sytuacja wygląda znacznie lepiej. Sprzedaż eksportowa, która po 11 miesiącach była warta prawie 385 mld zł, zwiększyła się o 1,5 proc. W połowie roku mieliśmy niemal 2-proc. spadek.
W
imporcie mieliśmy jeszcze głębszą zapaść. Według GUS do końca listopada sprowadziliśmy towary za 96 mld euro (417 mld zł). W porównaniu z 11 miesiącami 2008 roku to odpowiednio o 9,4 i 27,5 proc. mniej. Dołek też jednak zaczął się zmniejszać.
Dzięki temu, że eksport zmniejszył się mniej niż
import, poprawiło się saldo w handlu zagranicznym. Po listopadzie 2009 r. deficyt wyniósł 7,5 mld euro.
Ciągle najwięcej towarów sprzedajemy do Niemiec. Eksport do naszych zachodnich sąsiadów sięgnął w tym czasie 23,2 mld euro - to 26 proc. całości. Tym samym był o 15,2 proc. niższy niż rok wcześniej. Co ciekawe, w ciągu roku udział Niemiec w naszym
eksporcie wzrósł o 1 pkt proc.
Wśród dziesięciu najważniejszych odbiorców nie było kraju, do którego nasza sprzedaż się zwiększała. Najmniej spadł eksport do Włoch (o 7,4 proc.) i Wielkiej Brytanii (o 10,1 proc.). W każdym przypadku spadek sprzedaży jest mniejszy niż w połowie roku.