Google zmienia strategię i grozi opuszczeniem Chin
Maria Kruczkowska, Tomasz Grynkiewicz
2010-01-13, ostatnia aktualizacja 2010-01-13 21:12
Internetowy gigant idzie na wojnę z chińskim reżimem. Nie chce już cenzury w sieci. Twierdzi, że wycofa się z największego rynku internetowego świata.
ZOBACZ TAKŻE
- "Chińska robota" w Google - takiego ataku jeszcze nie było? (18-01-10, 11:06)
- USA idą na wojnę z Chinami (22-01-10, 01:00)
- Cyberwojna: Chiny vs. USA (01-02-10, 23:28)
- Microsoft załatał dziurę w Internet Explorer (22-01-10, 10:13)
- "Wolność w Internecie" wg USA - dziś oficjalne stanowisko w sprawie ataku na Google (21-01-10, 12:25)
- Pierwsze dowody na udział Chińczyków w ataku na Google? (20-01-10, 15:01)
- Włamywacze mieli wspólników w Google? (19-01-10, 09:37)
- Atak na Google - włamywacze wykorzystali też lukę w IE (15-01-10, 11:57)
- Google staje się "monopolem gigantem" (10-01-10, 12:55)
- Nexus One - rękawica rzucona Apple'owi (06-01-10, 21:31)
- Google już niedługo zawalczy o rosyjski rynek (04-12-09, 20:43)
- Na odejściu Google'a ucierpią Chińczycy (14-01-10, 19:50)
- Cyberataki na Google'a przeprowadzono z rządowych serwerów - twierdzą amerykańscy specjaliści (15-01-10, 20:42)
- Jak wielkie koncerny wycofywały się z Chin (14-01-10, 12:48)
- Apple uległ chińskim cenzorom (04-01-10, 01:00)
Kto w środę rano przechodził obok pekińskiego biura Google, był świadkiem niecodziennego obrazka - mieszkańcy chińskiej stolicy składali tam lilie i czerwone róże. W geście solidarności z amerykańskim koncernem, który zapowiedział, że prędzej wycofa się z chińskiego rynku niż ugnie pod nowymi żądaniami władz.
- Nie chcemy dłużej cenzurować wyników wyszukiwania. Będziemy rozmawiać z władzami, czy zgodnie z prawem możemy w ogóle prowadzić wyszukiwarkę w Chinach - napisał w blogu David Drummond, główny radca prawny Google.
Jeśli do porozumienia nie dojdzie, Google zrezygnuje z chińskiej wersji wyszukiwarki, a nawet zamknie lokalne biura w Chinach, gdzie zatrudnia ok. 700 osób, głównie programistów.
To nagła zmiana strategii koncernu. Google przez cztery lata współpracował z chińskim reżimem, wycinając wiele niewygodnych dla rządu stron z chińskiej wersji wyszukiwarki (dostępnej pod adresem www.google.cn). I powszechnie był za tę współpracę krytykowany - tym bardziej że motto koncernu głosiło: "Nie czyń zła". Google broniło się, twierdząc, że z ocenzurowaną wyszukiwarką i tak internauci zyskają większy dostęp do informacji.
Dlaczego teraz chce się wycofać z cenzurowania sieci? Tłumaczy to... cyberatakami - w grudniu ub.r. chińscy hakerzy włamali się na serwery ponad trzydziestu firm z różnych branż - internetowej, technologicznej, finansowej czy chemicznej, wykradając poufne dane. Także z serwerów Google. Ale Drummond przekonuje, że głównym celem ataków były skrzynki pocztowe Gmail należące do chińskich aktywistów. Ujawnił, że kilkadziesiąt kont e-mailowych obrońców praw człowieka z Chin, Europy i USA było regularnie monitorowanych przez hakerów z Chin. Oficjalnie nikt tego nie mówi, ale między wierszami padają sugestie, że ataki były inspirowane przez rząd w Pekinie.
To niejedyny powód - Chiny od zeszłego roku stawiają coraz to nowe żądania - pod pretekstem walki z pornografią kazały Google usunąć kilka funkcji z wyszukiwarki, od marca blokują dostęp do YouTube, należącego do Google serwisu z filmami.
Ruch Google spotkał się z aprobatą organizacji broniących praw człowieka i wolności słowa jak Amnesty International czy Reporterów bez Granic. Niektórzy uważają jednak, że decyzja Google niewiele zmieni. - Przywódcy Chin uważają utrzymanie monopolu we wpływaniu na opinię publiczną za kluczowe dla partii. Od dwóch lat cenzura informacji w Chinach się zaostrza, a internet jest coraz ściślej kontrolowany - mówi "Gazecie" David Bandurski, znawca chińskiego internetu i mediów.
Inni uważają, że Google blefuje.
- Nie sądzę, by ktokolwiek zamierzał stąd uciekać - mówi cytowany przez dziennik "The New York Times" Joe Schoendorf z inwestującego w Chinach funduszu Accel Partners. - Google ma Microsoft na karku, a poza USA to Chiny są najważniejszym rynkiem na świecie. Z takich miejsc z zasady się nie wychodzi - mówi. - Odbieram to bardziej jako komentarz, wygłoszenie stanowiska przed negocjacjami - uważa Wallace Cheung, analityk Credit Suisse. Podobne oceny przewijają się w komentarzach innych analityków giełdowych. Kurs Google spadał wczoraj o kilka procent.
Roczne przychody Google z Chin szacuje się na 300-400 mln dol. (ułamek światowych przychodów, które przekraczają 20 mld dol.). To też jeden z niewielu rynków na świecie, gdzie Google ustępuje lokalnemu graczowi (chińskie Baidu ma ok. 63 proc., Google - ok. 33 proc.). Jednak Chiny z ponad 350 mln osób korzystających regularnie z sieci to największy rynek internetowy świata. I szybko rośnie. Sam rynek wyszukiwarek był wart w ub.r. miliard dolarów.
- Decyzji, by zostać na rynku, który nie jest dla nas do zaakceptowania, nie podejmujemy w oparciu o kwestie finansowe - odpiera Drummond.
Szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton zażądała od władz w Pekinie wyjaśnień w sprawie ataków.
- Możliwość działania bez przeszkód w cyberprzestrzeni ma zasadnicze znaczenie - mówiła wczoraj. Clinton już działa: spotkała się z szefami najważniejszych firm sektora IT, m.in. Microsoftu, Twittera, Cisco Systems i Google. A jej asystent zapowiedział, że 21 stycznia ogłosi nową inicjatywę polityczną: "Wolność internetu".
Google to tylko jeden z wielkich amerykańskich koncernów, które ugięły się pod presją Chin - by sprzedawać w Chinach iPhone'y, Apple zablokowało aplikacje związane z Dalajlamą,. Microsoft cenzurował wpisy w blogach, blokując słowa: "demokracja" i "wolność". A Yahoo! w 2005 r. przekazało władzom e-mail, w którym dziennikarz Shi Tao opisał, jak rząd instruuje dziennikarzy, jak opisywać obchody 15. rocznicy wydarzeń na placu Tiananmen. Trafił na dziesięć lat do więzienia.
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.4
18 głosów
Przeczytaj 16 komentarzy na Forum
Pobierz aplikację Wyborcza.biz na:













