Google - jeśli zdecyduje się na zamknięcie działalności w Chinach - nie byłby pierwszą spółką, która zdecydowała się na taki ruch. Nawet internetową, bo wcześniej swoje udziały oddawał w ręce chińskich firm choćby eBay czy Yahoo!. Dotąd jednak żadna spółka - od czasu krwawego stłumienia demonstracji na placu Tiananmen w 1989 r. - nie zdecydowała się na tak publiczną krytykę władz w Pekinie.
Po masakrze z 1989 r. z Chin wycofało się wiele zagranicznych firm, po kilku latach jednak powróciły. Niektóre koncerny sprzedały swoje oddziały, inne mają mniejszościowe pakiety w spółkach zawiązanych z chińskimi firmami.
Time Warner W 2007 r. amerykański koncern medialny sprzedał swoje kina w Chinach lokalnemu partnerowi, ponieważ rząd zaostrzył warunki, na których zagraniczne firmy mogą działać w Chinach, i wymusił na nich oddanie udziałów w ręce chińskich partnerów.
eBay Aukcyjny gigant w 2006 r. zrezygnował z prowadzenia własnego serwisu z aukcjami w Chinach, wnosząc swoje chińskie aktywa do joint venture z lokalnym Tom Online. Chińska firma ma w niej pakiet większościowy. Jako powód eBay wymieniał m.in. ostrą konkurencję ze strony serwisu Taobao należącego do Alibaba Group, największej firmy z branży e-commerce w Państwie Środka.
Foster's Group Z powodów ostrej konkurencji z Chin w 2006 r. wycofał się największy australijski browar. Sprzedał browar w Szanghaju i wszystkie chińskie marki firmie Suntory.
Yahoo! W 2005 r., tym samym roku, gdy Yahoo! ujawniło chińskim władzom mail dziennikarza (trafił na dziesięć lat do więzienia), koncern zdecydował się wnieść swoje oddziały do Alibaba Group. Yahoo! zainwestowało 1 mld dol. w zamian za 40 proc. udziałów w spółce.
Ahold Royal Ahold, holenderski koncern zarządzający sieciami supermarketów (w Polsce prowadził markety Hypernova i Albert), w 1999 r. pozbył się przynoszących straty sklepów w Chinach. Tłumaczył, że nie jest w stanie konkurować ze znacznie tańszymi lokalnymi sieciami detalicznymi.
Giordano Firma odzieżowa Giordano International z Hongkongu w latach 1994-96 została zmuszona do zamknięcia sklepów w Chinach, ponieważ jej założyciel Jimmy Lai nazwał ówczesnego premiera Li Penga "żółwim jajem", co w Chinach jest uznawane za obelgę. Firma zaczęła mieć problemy także z wejściem na giełdę w Hongkongu. Ostatecznie Lai wprowadził ją na parkiet tylnymi drzwiami w 1996 r., jednocześnie sprzedając swoje udziały w firmie.
Levi Strauss To jedyny z listy przypadek podobny do Google'a - popularny producent dżinsów wycofał się z Chin w 1993 r., tłumacząc swoją decyzję względami moralnymi. Chodziło wówczas o nieprzestrzeganie praw człowieka w Chinach. Warto dodać, że na początku lat 90. w Chinach panował boom na dżinsy. Levi Strauss wrócił jednak po kilku latach na chiński rynek.