Złotówka przebiła dziś rano kanał 4,08-4,30 za euro, w którym znajdowała się od sierpnia. Według analizy technicznej w ciągu kilku miesięcy za euro możemy płacić nawet 3,80 zł. Największe banki też prognozują wzmocnienie złotówki. Jest jednak kilka ale
Po pierwsze niedługo powinna się rozpocząć korekta na rynku akcji. Zaznaczam, że nie chodzi tu o zapaść, ani bessę, tylko o korektę. Zmniejszy się bowiem apetyt inwestorów na ryzyko, a to znaczy, że akcje - nie tylko polskie - spadną. Skutkiem będzie też osłabienie polskiej waluty.
Po drugie, rząd traktuje słabą złotówkę jak skarb, więc będzie pilnował, żeby się za bardzo nie wzmocniła. Droższy złoty to bowiem zła wiadomość dla eksporterów, a słabszy eksport będzie oznaczał niższe PKB (wzrost PKB w zeszłym roku zawdzięczaliśmy głównie eksporterom właśnie, a nie działaniom rządu).
Dla zwykłego człowieka nie ma to większego znaczenia, bo zwykły człowiek nie wkłada sobie PKB do kieszeni. Ma to jednak znaczenie dla rządu, któremu zależy na większych wpływach do skarbu państwa. Z tego samego powodu mocna złotówka byłaby niekorzystna dla polskiej gospodarki.